﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>pressmaniak</title>
	<atom:link href="http://pressmaniak.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://pressmaniak.pl</link>
	<description>wywiady, felietony, artykuły popularnonaukowe, prasa akademicka, warsztaty dziennikarskie</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 12:21:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Ścieżki kariery w instytucjach europejskich</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/sciezki-kariery-w-instytucjach-europejskich/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/sciezki-kariery-w-instytucjach-europejskich/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 22:20:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=78</guid>
		<description><![CDATA[O możliwości i perspektywach zatrudnienia w instytucjach europejskich rozmawiamy z Moniką Mróz z Europejskiego Urzędu Doboru Kadr, który zajmuje się organizacją konkursów dla przyszłych urzędników UE. Co trzeba zrobić, by zostać pracownikiem instytucji europejskich? Należy zgłosić się do konkursu wyłącznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O możliwości i perspektywach zatrudnienia w instytucjach europejskich rozmawiamy z Moniką Mróz z Europejskiego Urzędu Doboru Kadr, który zajmuje się organizacją konkursów dla przyszłych urzędników UE.</p>
<h2>Co trzeba zrobić, by zostać pracownikiem instytucji europejskich?</h2>
<p>Należy zgłosić się do konkursu wyłącznie przez Europejskie Biuro Doboru Kadr (EPSO). Ogłoszenia o konkursach dostępne są na naszej stronie internetowej: http://europa.eu/epso/.</p>
<h2>Jakie są podstawowe warunki udziału w konkursie?</h2>
<p>Należy posiadać obywatelstwo jednego z państw członkowskich i znać minimum dwa języki urzędowe. Pierwszym w przypadku Polaków zazwyczaj będzie język polski, drugim angielski, niemiecki lub francuski. Niektóre konkursy, np. dla tłumaczy, wymagają znajomości trzeciego języka, Również przed pierwszym awansem należy wykazać się znajomością trzeciego języka, czyli drugiego obcego, którego można się douczyć, pracując w instytucjach UE.</p>
<p>Oczywiście trzeba mieć motywacje do pracy, dobrze rozwinięte umiejętności analityczne, organizacyjne i komunikacyjne. Umiejętność przystosowania się do różnych środowisk i grup zawodowych, gdyż przyszli urzędnicy muszą pracować z ludźmi z całej Europy.</p>
<h2>Jak wygląda proces konkursowy?</h2>
<p>Zgłoszenia przyjmowane są na naszą stronę internetową, która składa się z trzech części. Pierwsza zawiera informacje ogólne o pracy, procedury, przykładowe testy. W drugiej dokonuje się zgłaszania na konkurs i uzyskuje informacje w trakcie udziału. Trzecia zawiera informacje dla laureatów konkursów.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Konkurs podzielony jest na dwa etapy. Pierwszy to testy komputerowe, które organizowane są w Brukseli lub innym państwie członkowskim. Istnieją również centra testowe poza UE, np. w USA, Chinach czy Południowej Afryce. Drugi etap odbywa się w Brukseli lub Luksemburgu.</p>
<p>Konkursy na profile ogólne organizowane są w cyklach powtarzanych co roku, np. ogólni administratorzy w marcu, a asystenci w listopadzie/grudniu. Konkurs trwa od 5 do 9 miesięcy. Po jego zakończeniu tworzy się listę rezerwową inaczej listę laureatów, z której instytucje same rekrutują poszczególne osoby. Taka lista ważna jest przez minimum rok. Dla specjalistów może być ważna trochę dłużej. Niestety znalezienie się na niej nie daje gwarancji zatrudnienia, ale bywają listy wykorzystywane w 100%.</p>
<h2>W konkursach można startować co roku?</h2>
<p>Tak liczba startów jest nieograniczona.</p>
<h2>Jakich kandydatów szukacie?</h2>
<p>Poszukujemy najlepszych kandydatów w całej Europie, którzy mają dużą motywację do pracy, dobrze rozwinięte umiejętności analityczne, organizacyjne i komunikacyjne oraz umiejętność przystosowania się do różnych środowisk i grup zawodowych, tak by umieli pracować w międzynarodowym zespole. Poszukujemy ludzi, którzy chcieliby rozwijać swoje umiejętności językowe, uczyć się nowych rzeczy i rozwijać wiedzę.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Do konkursu mogą zgłosić się obywatele 27 państw członkowskich UE. W zeszłym roku na ogólny konkurs dla administratorów zgłosiło się ponad 50 tys. osób, w tym na listach rezerwowych znalazło się 308 osób. Także konkurencja jest ogromna, ale nie należy się tym zrażać. Część osób odpada, bo nie przychodzi np. na test. Wszystko zależy od profilu. Najbardziej oblegana jest europejska administracja publiczna, ponieważ tam wymagany jest dyplom dowolnego kierunku, ale np. w przypadku konkursu prawników, dyplom tylko tego kierunku.</p>
<h2>Co jest oceniane?</h2>
<p>Oceniana jest wiedza w dziedzinie, ale oprócz tego 8 kompetencji w skali od 0 do 10. Są nimi: umiejętność analizowania i rozwiązywania problemów; jakość i wydajność pracy; nauka i rozwój osobisty; ustalenie priorytetów i organizacja; odporność; stres; umiejętność pracy w zespole; zdolności przywódcze.</p>
<h2>Na jakich stanowiskach można znaleźć zatrudnienie?</h2>
<p>Personel urzędniczy dzieli się na dwie kategorie: administrację i asystentów. Administratorzy (AD) to np. urzędnicy odpowiedzialni za kształtowanie polityki unijnej, prawnicy, audytorzy, naukowcy, tłumacze pisemni i ustni, specjaliści ds. komunikacji i kontaktu z mediami. Asystenci (AST) to np. sekretarki, asystenci ds. kadr, asystenci finansowi, technicy ds. obsługi konferencji. Aby zostać administratorem należy ukończyć studia wyższe minimum 3-letnie. W przypadku asystentów studia wyższe nie są wymagane.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Oprócz głównej drogi urzędniczej istnieje inna możliwość zatrudnienia. Personel tymczasowy to też administratorzy, asystenci zatrudnieni na czas określony w agencjach europejskich. Agencje zazwyczaj prowadzą rekrutacje samodzielnie, ale korzystają też z naszej pomocy.</p>
<p>Zaszeregowanie pracowników kontraktowych jest inne, a wynagrodzenie niższe. Kontrakty zwykle trwają nie dłużej niż 3 lata.</p>
<p>My organizujemy selekcję do bazy danych (&#8222;CAST&#8221;), z której można zostać wybranym, aby zostać pracownikiem kontraktowym. Być może pod koniec tego lub na początku przeszłego roku taka selekcja zostanie zorganizowana.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Istnieje również możliwość odbycia stażu, który zwykle trwa 5 miesięcy. Linki do programów stażowych dla absolwentów i praktyk dla studentów można odnaleźć na naszej stronie internetowej. Ponieważ każda instytucja samodzielnie prowadzi nabór stażystów, warto sprawdzić wszystkie dostępne strony.</p>
<p>Do naszego punktu informacyjnego można dzwonić z różnymi pytaniami. W tygodniu od godz. 9.00 do 11.30 i od 14.00 do 16.00. Mamy także na naszej stronie formularz, za pomocą którego można zadawać pytania.</p>
<h2>Jaskich specjalistów poszukujecie?</h2>
<p>Oprócz profili ogólnych jak prawo, ekonomia czy statystyka są konkursy dla informatyków, w dziedzinie bibliotekoznawstwa, zarządzania funduszami strukturalnymi, dla inżynierów. Obecnie trwa konkurs w dziedzinie inspekcji nuklearnej. Konkurs dla naukowców był zorganizowany przez Komisję Europejską. Oczywiście z każdym dyplomem można zgłosić się do konkursu w dziedzinie europejskiej administracji publicznej. Absolwenci uczelni technicznej też są poszukiwani i mogą znaleźć pracę np. w Dyrekcji Generalnej ds. badań naukowych, energii, informatyki itp..</p>
<h2>Czy istnieje „zielone światło” dla któregoś z krajów europejskich?</h2>
<p>Regulamin pracowniczy stanowi, że musi istnieć równowaga geograficzna w zatrudnieniu. Przez kilka lat po rozszerzeniu rzeczywiście takie kwoty w przypadku niektórych instytucji istnieją lub istniały, np. Komisja Europejska wyznaczyła sobie kwoty dla nowych 12 państw członkowskich. Niestety te uprzywilejowane kwoty dla Polaków skończyły się w grudniu 2010 r. Obecnie istnieją tylko dla Bułgarów i Rumunów do końca tego roku. Krótko po rozszerzeniu organizowaliśmy konkursy tylko dla Polaków. Wtedy łatwiej było zdać, a teraz trzeba konkurować z osobami z całej Europy.</p>
<h2>O co pytacie kandydata, jakiego rodzaju testy rozwiązuje?</h2>
<p>I etap to komputerowe testy wielokrotnego wyboru. Są to testy rozumowania werbalnego, numerycznego i abstrakcyjnego oraz testy zdolności znalezienia się w sytuacji czy zareagowania na daną sytuację.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Do II etapu zazwyczaj dopuszczane są 3 osoby na jedno miejsce. I tu odbywają się różne ćwiczenia symulujące środowisko pracy, np. studium przypadku. Dostaje się plik dokumentów i trzeba przeprowadzić jakąś analizę. Przeprowadzamy też ustrukturyzowaną rozmowę. Przypomina to zwykłe interview. Symulujemy różnego rodzaju sytuacje z pracy lub życia, podczas których należy zilustrować wymagane kompetencje. Kandydat otrzymuje również pakiet materiałów, na podstawie których ma przedstawić przygotowaną prezentację. Odbywa też ćwiczenia w grupie z innymi pięcioma kandydatami.</p>
<p>Do tej pory I etap przebiegał głównie w języku drugim, obcym. W tym roku nastąpiła zmiana. Rozumienie tekstu pisanego, operowanie danymi liczbowymi, myślenie abstrakcyjne będzie po polsku dla osób, które zadeklarowały język polski jako główny. Tylko umiejętność oceny sytuacji w języku drugim. Na ten krótki test jest bardzo ograniczony czas. Tylko 35 minut na 20 pytań.</p>
<p>Niestety nie publikujemy i nie udostępniamy tych pytań dlatego, że cały czas wykorzystujemy tę bazę danych w kolejnych konkursach. Na stronie internetowej są tylko przykładowe pytania.</p>
<h2>Jakiego rodzaju są to pytania?</h2>
<p>Na przykład pytania werbalne 20 pytań na 35 minut. Później numeryczne, czyli tabele, wykresy, zadania matematyczne – 10 pytań na 20 minut; udostępniamy kalkulator. Następnie są pytania na myślenie abstrakcyjne, takie typowe testy na inteligencję. Z serii obrazków trzeba wybrać jeden. Badamy umiejętność oceny sytuacji na poziomie konkursu na administratora lub asystenta. Wtedy trzeba wybrać najbardziej skuteczne rozwiązanie. Ta część w ubiegłym roku nie wliczała się do preselekcji, ale teraz będzie stanowiła 50% pierwszej punktacji.</p>
<p>II etap to studium przypadku, rozmowa, prezentacja ustna i zadanie do zrealizowania w zespole. Dla asystentów będą też praktyczne testy zawodowe, a dla sekretarki &#8222;e-tray&#8221; i rozmowa. Dla tłumaczy praktyczne testy językowe oraz prezentacja, zadanie w grupie i rozmowa.</p>
<h2>Czy wymagane jest doświadczenie zawodowe?</h2>
<p>To zależy od poziomu konkursu. U młodych osób, które nie mają doświadczenia, oceniany jest potencjał.</p>
<p>W jaki sposób przygotować się do konkursu?</p>
<p>Wkuwanie wiedzy o Unii nie ma większego sensu, ale taką wiedzę, jak funkcjonują instytucje unijne należy posiadać, bowiem wszystkie pytania są związane z tą tematyką.</p>
<p>Czytając opis stanowiska warto sobie przemyśleć, które kompetencje ma się silne, a które słabsze. Trzeba być sobą i słuchać uważnie instrukcji, żeby dokładnie realizować zadania i nie pisać wszystkiego, co się wie na dany temat. Podczas zadania w grupie należy uczestniczyć aktywnie i współpracować z innymi. Ocena końcowa zależy od wyników wszystkich zadań, a każda kompetencja jest zwykle oceniana dwa razy. Jeżeli w pierwszym ćwiczeniu pójdzie gorzej, to w drugim lepiej. A ogólny wynik nie będzie taki najgorszy.</p>
<h2>Co ostatecznie wpływa na zaproszenie do rozmowy kwalifikacyjnej?</h2>
<p>Po zakończonym konkursie odbywa się proces rekrutacji. Instytucje przeglądają poszczególne profile. Wszyscy kandydaci, którzy zdali lub nie, otrzymują wyniki konkursu, tzw. paszport kompetencji. A w nim ocenę i zalecenia, co można poprawić. Paszport kompetencji jest decydujący. Między innymi na jego podstawie instytucje wiedzą, kogo zaprosić na rozmowę.</p>
<h2>Czym przyciągają do pracy instytucje unijne?</h2>
<p>Praca w strukturach UE może być niezmiernie ciekawa i nieporównywalna z żadną administracją krajową, ponieważ pracujemy dla obywateli całej Unii Europejskiej i możemy w znaczący sposób wpłynąć na przyszłość Europy. Nie oczekujemy, że ktoś spędzi całe życie przy jednym biurku i dlatego wspierana jest i propagowana mobilność. W ramach tego samego zaszeregowania można zmieniać co kilka lat swoje miejsce zatrudnienia. Można się dokształcać na każdym etapie kariery i zdobywać nowe umiejętności. Instytucje europejskie organizują liczne szkolenia związane z określonymi zadaniami, ale również szkolenia komunikacyjne, informatyczne, kursy językowe. Ciekawostką może być szkolenie przygotowujące do emerytury.</p>
<p>Zatrudnienie w instytucjach UE daje możliwość pracy za granicą. Większość biur znajduje się w Brukseli, ale istnieją Reprezentacje i biura w państwach europejskich. Są też delegacje poza UE i dzięki temu można wyjechać do bardzo egzotycznego kraju. Istnieje bardzo atrakcyjny pakiet świadczeń.</p>
<p>Funkcjonuje się w środowisku, które zachęca do zdobywania nowych umiejętności i nauki języków. Istnieje możliwość elastycznego czasu pracy w niepełnym wymiarze godzin, jest możliwa telepraca, urlop wychowawczy, przerwa w karierze – urlop bezpłatny. Atrakcyjny pakiet świadczeń socjalnych, w tym dobra pensja, opieka nad dziećmi i ich nauka w szkołach europejskich.</p>
<p>Pensja administratora wynosi 4349 euro 54 centy, podstawowa pensja asystenta AST1 2654 euro 17 centów. Od tego nie są płacone podatki w kraju, ale odprowadzany podatek do budżetu wspólnotowego od 8–45%. Oprócz tego są różne zasiłki rodzinne, na dzieci, emerytalne. Jeśli ktoś zmienia państwo i np. przeprowadza się z Polski do Brukseli otrzymuje 16% dodatku. Jest możliwość wysłania dzieci do szkół europejskich.</p>
<p>Rozmawiała Monika Jaskowiak</p>
<p>Podpisy do fot.</p>
<p>Codzienna konferencja prasowa w Parlamencie UE. Fot. Zbigniew Sulima</p>
<p>Parlament UE. Fot. Zbigniew Sulima</p>
<p>Fot. Agnieszka Sikora</p>
<p>Tekst ukazał się w „Aktualnościach UP” nr 2(58)2011</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/sciezki-kariery-w-instytucjach-europejskich/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>20-lecie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/20-lecie-fundacji-na-rzecz-nauki-polskiej/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/20-lecie-fundacji-na-rzecz-nauki-polskiej/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 22:19:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Newsy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=76</guid>
		<description><![CDATA[Fundacja na rzecz Nauki Polskiej ma 20 lat. Uroczystości jubileuszowe odbyły się 24 września 2011 r. w Arkadach Kubickiego Zamku Królewskiego w Warszawie. Fundacja jest największą pozabudżetową organizacją finansującą naukę w Polsce, wspierającą wybitnych uczonych i ich zespoły, finansując inwestycje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="JUSTIFY">Fundacja na rzecz Nauki Polskiej ma 20 lat. Uroczystości jubileuszowe odbyły się 24 września 2011 r. w Arkadach Kubickiego Zamku Królewskiego w Warszawie.</p>
<p align="JUSTIFY">Fundacja jest największą pozabudżetową organizacją finansującą naukę w Polsce, wspierającą wybitnych uczonych i ich zespoły, finansując inwestycje służące nauce. W ciągu dwóch dekad zrealizowała70 programów, przekazała 450 mln zł, przyznała ponad 7500 indywidualnych stypendiów, subsydiów i nagród oraz prawie 1800 subwencji instytucjonalnych.</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Rozmowa z prof. Maciejem Żyliczem, prezesem Fundacji</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Jakie sukcesy odniosła Fundacja na rzecz Nauki Polskiej w 20-leciu swojej działalności?</p>
<p align="JUSTIFY">prof. Maciej Żylicz: Myślę, że największym sukcesem jest 7,5 tys. osób, które są beneficjentami Fundacji. To są osoby na każdym etapie kariery naukowej– od bardzo młodych, rozpoczynających swoją przygodę z nauką, poprzez jeszcze młodych, ale już doświadczonych &#8211; którzy osiągają samodzielną pozycję, aż do dojrzałych, najwybitniejszych uczonych, których nagradzamy najważniejszą w Polsce nagrodą za osiągnięcia badawcze. Przez te 20 lat udało nam się więc skupić wokół Fundacji całkiem liczne środowisko ludzi, których dorobek naukowy wybija się ponad przeciętność, którzy reprezentują światowy poziom.</p>
<p align="JUSTIFY">Myślę, że o sukcesie naszych działań świadczą wyniki badań statystycznych, podsumowujących realizację programów Fundacji. Ostatnio takiemu badaniu poddaliśmy jeden z naszych najstarszych a zarazem najpopularniejszych programów – Start. To jest program dla młodych ludzi (do 30 roku życia), którzy mogą się już wykazać udokumentowanymi osiągnięciami naukowymi. Zobaczyliśmy, co się dzieje później z ich karierami. Okazuje się, że oni robią habilitację 10 lat wcześniej niż przeciętny habilitant w Polsce. Oznacza to, że jesteśmy w stanie wyselekcjonować takich młodych uczonych, którzy rzeczywiście są najlepsi. Niektórzy z nich później uzyskują nasze kolejne wyróżnienia np. w programie Mistrz czy nawet zostają laureatami Nagrody Fundacji.</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Które programy szczególnie się udały, a które niekoniecznie powiodły?</p>
<p align="JUSTIFY">Na pewno niezwykle ważne i mające znacznie szerszy niż tylko środowiskowy zasięg są Nagrody FNP, wyróżniające każdego roku najwybitniejsze osiągnięcia badawcze w czterech obszarach nauki. Innym bardzo ważnym programem, jest także wspomniany już program „Start”, w ramach którego dajemy co roku najzdolniejszym młodym ludziom ok. 150 rocznych stypendiów, ich obecna wysokość to 28 tys. zł. Proszę sobie wyobrazić, że są uczelnie, których senaty uznały, że młody badacz, który dostaje stypendium „Start”, zostaje u nich automatycznie zatrudniony na etacie. To wymierny dowód prestiżu i docenienia naszych metod wyłaniania laureatów, który potwierdza ich wysoki poziom naukowy.</p>
<p align="JUSTIFY">Kolejnym naszym cenionym programem jest program „Mistrz”, w którym wspieramy profesorów, którzy potrafili założyć rzeczywistą szkołę naukową, czyli „wychowali” grono swoich uczniów. Tutaj obok osiągnięć naukowych liczy się aktywność kandydatów we wspieraniu młodych współpracowników, w konkursie sprawdzamy, ilu ten profesor wypromował młodszych profesorów, doktorów habilitowanych itd.</p>
<p align="JUSTIFY">Przekazywanie wiedzy i doświadczenia przez wybitnych mistrzów ich następcom jest niezwykle ważne w każdej dziedzinie, młodzi muszą najpierw zobaczyć najlepsze wzorce zawodowe, aby móc rozwijać własny talent. Chcemy wspierać ten proces.</p>
<p align="JUSTIFY">Najbardziej jednak w tej chwili oblegany jest program „Team”, który ma umożliwić młodym ludziom pracę w dobrych zespołach w Polsce. W bardzo trudnym konkursie wybieramy najlepsze wnioski, następnie laureat – lider zespołu zatrudnia studentów, doktorantów lub doktorów i może im zaoferować finansowane z programu, wysokie jak na polskie warunki stypendia (1000–5000 zł miesięcznie). Co ciekawe, ten konkurs jest otwarty dla wszystkich badaczy ze stopniem doktora, nie patrzymy, czy ktoś ma habilitację. Uznajemy, że nie to jest decydujące dla prowadzenia zespołu badawczego. Jeśli ktoś ma dorobek, wiemy, że tę habilitacje zrobi. W zasadach konkursu nie ma żadnego ograniczenia wieku. Aplikację może złożyć 70-latek lub 35-latek. Co najciekawsze, bardzo często ze starymi wygami wygrywają młodzi ludzie, między 35 a 40 rokiem życia. To jest dla mnie bardzo pozytywne zjawisko.</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Jakie zmiany są planowane w programie działalności Fundacji?</p>
<p align="JUSTIFY">Chcemy skonsolidować programy. Obecnie mamy ich za dużo, a pieniędzy za mało, by skutecznie realizować ich cele. Planujemy w ciągu kilku następnych lat zmniejszyć liczbę programów do sześciu, siedmiu, utrzymując tzw. flagowe programy, większość z nich wymieniłem wcześniej. Jednocześnie poszerzymy zakres wsparcia tych programów, które zostaną.</p>
<p align="JUSTIFY">Chodzi o to, żeby łączyć różnorodne cele wsparcia (jak np. finansowanie wyjazdów zagranicznych, pomoc w tworzeniu nowych zespołów, ułatwianie polskim naukowcom współzawodnictwa w międzynarodowych konkursach, wspieranie współpracy międzynarodowej i inne) w ramach mniejszej liczby programów, zamiast realizować je poprzez osobne programy. To naszym zdaniem spowoduje, że niewielkie w skali finansowania nauki przez budżet państwa środki FNP będą mogły „zdziałać” więcej, jeśli chodzi o konkretne potrzeby środowiska naukowego.</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Jaka jest kondycja finansowa FNP?</p>
<p align="JUSTIFY">Kondycja finansowa Fundacji jest dobra. W ciągu 20 lat powiększyliśmy nasz kapitał założycielski (95 mln zł) do 370 mln złotych, które cały czas pomnażamy poprzez operacje na rynku finansowym. Jednocześnie na wspieranie nauki w różnych formach przekazaliśmy indywidualnym naukowcom, zespołom badawczym i instytucjom naukowym 450 mln złotych. Jest to pokaźna suma. Dodatkowo od 2008 r. dysponujemy jeszcze pieniędzmi strukturalnymi, które uzyskaliśmy na realizację nowych programów – jest to przeszło 400 mln zł. Dzięki temu nowemu źródłu finansowania w tej chwili nasze roczne budżety wydatków programowych osiągają kwoty nawet 120 mln zł.</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Co Fundacja ma do zaproponowania naukom rolniczym i przyrodniczym?</p>
<p align="JUSTIFY">Większość programów Fundacji na rzecz Nauki Polskiej jest otwartych na wszystkie dziedziny. Dostajemy bardzo dużo wniosków od kandydatów zajmujących się naukami rolniczymi i niektóre z nich wygrywają. Traktujemy je tak samo jak badania medyczne czy biologię molekularną.</p>
<p align="JUSTIFY">Wszystkie realizowane przez nas od 2008 r. programy finansowane z funduszy UE są skoncentrowane na obszarach tematycznych określanych jako „bio, info, techno”, więc nauki rolnicze mieszczą się idealnie w zakresie „bio”.</p>
<p align="JUSTIFY">Zasadniczo – jeśli ktoś jest dobry, ma duże szansę na uzyskanie od nas wsparcia, niezależnie od dziedziny, jaką się zajmuje.</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Rozmawiała Monika Jaskowiak</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Fot. Stefan Ciechan, „Forum Akademickie”</p>
<p align="JUSTIFY">Prof. Maciej Żylicz podczas jubileuszu 20-lecia</p>
<p align="JUSTIFY">
<p align="JUSTIFY">Tekst ukazał się w „Aktualnościach UP” nr 4(60)2011</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/20-lecie-fundacji-na-rzecz-nauki-polskiej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krajowa Reprezentacja Doktorantów</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/krajowa-reprezentacja-doktorantow/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/krajowa-reprezentacja-doktorantow/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 22:17:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nauka]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=74</guid>
		<description><![CDATA[Dorota Tkaczyk jest absolwentką Wydziału Biologii i Hodowli Zwierząt UP w Lublinie. Obecnie jest na IV roku studiów doktoranckich. Pracę dotyczącą oceny wskaźników behawioralnych i biochemicznych świń w różnych systemach utrzymania, której promotorem jest prof. Maria Tietze, pisze w Katedrze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dorota Tkaczyk jest absolwentką Wydziału Biologii i Hodowli Zwierząt UP w Lublinie. Obecnie jest na IV roku studiów doktoranckich. Pracę dotyczącą oceny wskaźników behawioralnych i biochemicznych świń w różnych systemach utrzymania, której promotorem jest prof. Maria Tietze, pisze w Katedrze Etologii i Podstaw Technologii Produkcji Zwierzęcej.</p>
<h2>Jak długo zajmuje się Pani działalnością samorządową? Pani wybór to nie przypadek?</h2>
<p>Dorota Tkaczyk – zajmuję się od dawna, jeszcze od czasów liceum. Potem był krótki epizod z Radą Uczelnianą Samorządu Studenckiego. Obecnie po przejściu na studia doktoranckie od I roku jestem w Radzie Doktorantów. Krajową Reprezentację Doktorantów znam od początku swych studiów. Prawie od początku jeżdżę na Krajowe Zjazdy Doktorantów. W tym roku nie zamierzałam startować, ponieważ kończę doktorat, chciałam więcej czasu poświęcić na pracę naukową. Zdecydowałam się w ostatniej chwili. W ostatnich wyborach Lublin miał duże poparcie. Tym lepiej się stało, bo mamy dwie doktorantki z Lublina w KRD. Drugą jest koleżanka z Uniwersytetu Medycznego Karolina Kosek-Hoehne.</p>
<h2>Czym będzie się Pani zajmowała?</h2>
<p>Jestem przewodniczącą Komisji Rewizyjnej. Statutowo Komisja uczestniczy w posiedzeniach Zarządu jako obserwator oraz przygotowuje sprawozdania z kontroli prac Zarządu. Te sprawozdania zawierają oczywiście własną ocenę wykonywanych zadań. KR opracowuje również sprawozdania z wykonania planu finansowego i na koniec kadencji przedstawiam je Zjazdowi. Komisja Rewizyjna wnioskuje o udzielenie lub nieudzielenie absolutorium Zarządowi. Uczestnicząc w posiedzeniach Zarządu teoretycznie jestem obserwatorem ale mogę wyrażać swoje opinie, pilnuję także porządku obrad oraz poprawności zapisu uchwał podejmowanych przez Zarząd KRD.</p>
<h2>Czy lubelscy doktoranci współpracują ze sobą?</h2>
<p>W Lublinie mamy zawiązane Lubelskie Porozumienie Doktorantów, które ruszyło kilka lat temu. Cały czas spotykamy się i wciąż mamy nowe pomysły i inicjatywy. Do LPD należą reprezentanci uczelni naszego miasta. Tych, które mają prawa nadawania stopnia doktora. Jedną z inicjatyw jest coroczny Bal Doktoranta. Chcielibyśmy nadać LPD osobowość prawną. W tej chwili trwają prace nad statutem. Jeżeli chodzi o naszą uczelnię to mamy taki pomysł, by zorganizować panel dyskusyjny z władzami. Szczególnie interesuje nas kwestia stypendiów doktoranckich oraz spraw dotyczących zmian w ustawie Prawo o Szkolnictwie Wyższym, które są w tej chwili przygotowywane.</p>
<h2>Jakie inicjatywy organizuje KRD?</h2>
<p>KRD i Warszawskie Porozumienie Doktorantów co roku organizuje konferencję „Model funkcjonowania studiów doktoranckich”. Każdego roku dotyczy ona innego obszaru. Co roku dyskutujemy o innych kwestiach. Dobrych i złych praktykach. O tym co można zmienić. Potem wnioski są przedstawiane w ministerstwie. KRD ma swoich przedstawicieli w komisjach i podkomisjach sejmowych. Mamy Krajowego Rzecznika Praw Doktoranta. Tę funkcję pełni już kolejną kadencję Paweł Pachuta z UMCS.</p>
<p>KRD co roku organizuje także konkurs „PRODOK” na najbardziej podoktorancką uczelnię w Polsce. Oceniane są sprawy finansowe i organizacyjne. W skład komisji oceniającej wchodzą doktoranci, przedstawiciele ministerstwa, RGSW i KRASP. Co ciekawe, już trzeci rok konkurs wygrywa Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nasza uczelnia zajęła w tym roku miejsce 20, środkowe.</p>
<p>Wraz z Fundacją Edukacyjną „Perspektywy” i Parlamentem Studentów RP współorganizujemy konkurs „InterSTUDENT” na najlepszego studenta zagranicznego studiującego w Polsce.</p>
<p>Aktualnie pracujemy również m.in. nad uzyskaniem zniżek kolejowych dla doktorantów na zasadach podobnych do studentów, dostosowaniem regulaminów bibliotek w taki sposób, aby doktoranci byli traktowani jak pracownicy naukowi oraz opracowaniem zasad organizowania międzynarodowej mobilności doktorantów. Powoli przygotowujemy się także do organizacji EURODOC 2012 w Polsce.</p>
<p>Wszystkie informacje na temat naszej działalności, organizowanych konferencji, grantów czy stypendiów znajdują się na stronie internetowej www.krd.org.pl.</p>
<p>Wiele osób nie wie, jak funkcjonują studia doktoranckie. Doktoranci nie pobierają pensji, tylko stypendium. Po skończonym doktoracie musimy liczyć się z tym, że zatrudnienia musimy poszukać sobie sami. Często wielu z nas, będąc na studiach doktoranckich, podejmuje pracę. Jest to spowodowane brakiem otrzymywania stypendium doktoranckiego, a w konsekwencji brakiem środków do życia.</p>
<p align="JUSTIFY">KRD próbowało wpłynąć na zapis w Ustawie Prawo o Szkolnictwie Wyższym, który mówi, że mamy odbyć do 90 godzin dydaktycznych rocznie praktyki. Na naszej uczelni od tego jest uzależnione otrzymanie stypendium. Czyli jeśli ktoś ma 90 godzin, dostanie stypendium na 10 miesięcy, a za 45 godzin – na 5 miesięcy. A jeżeli w katedrze nie ma takich wolnych godzin dla doktoranta, to nie dostaje on stypendium wcale. Wtedy może liczyć ewentualnie na stypendium naukowe. Na naszej uczelni stypendium doktoranckie w kwocie 1044 zł. przyznawane jest na okres 10 miesięcy. Na innych uczelniach w Polsce wypłacane jest przez cały rok. U nas przerywa się wypłaty na miesiąc sierpień i wrzesień. A wielu doktorantów w tych miesiącach prowadzi badania. Wtedy muszą opłacić akademik lub stancję. To jest duży problem finansowania. Natomiast według nowych przepisów ma się to zmienić. Czy będzie lepiej, zobaczymy.</p>
<p>Rozmawiała Monika Jaskowiak</p>
<p>Tekst ukazał się w „Aktualnościach UP” nr 1(57)2011</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/krajowa-reprezentacja-doktorantow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak się bierze odpowiedzialność, to się nie myśli o słabościach</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/jak-sie-bierze-odpowiedzialnosc-to-sie-nie-mysli-o-slabosciach/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/jak-sie-bierze-odpowiedzialnosc-to-sie-nie-mysli-o-slabosciach/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 22:15:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=71</guid>
		<description><![CDATA[Ziemowit Barański, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, wielokrotnie dokonał przejścia Atlantyku w obu kierunkach, żeglował na wodach Wschodniego Pacyfiku, na Oceanie Atlantyckim we wszystkich rejonach oraz na Morzu Karaibskim, Czarnym i Śródziemnym, odwiedzając 193 porty w różnych krajach. Dwukrotnie okrążył Przylądek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Ziemowit Barański, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, wielokrotnie dokonał przejścia Atlantyku w obu kierunkach, żeglował na wodach Wschodniego Pacyfiku, na Oceanie Atlantyckim we wszystkich rejonach oraz na Morzu Karaibskim, Czarnym i Śródziemnym, odwiedzając 193 porty w różnych krajach. Dwukrotnie okrążył Przylądek Horn. Wielokrotnie był kapitanem STS Fryderyk Chopin podczas Szkoły pod Żaglami. Prowadzi nad jeziorem Piaseczno Stację Dydaktyczną i Żeglarską Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie. Żegluje już 61 lat. Był kapitanem żaglowca Fryderyk Chopin, podczas przerwanego rejsu Szkoły pod Żaglami, w październiku ub. r.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Panie kapitanie, można powiedzieć, że ma Pan dwie linie życia – praca zawodowa i hobby pływanie? Z pracy Pan żył, a pływanie to tylko pasja?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">No, nie do końca. Żegluję od dawna. Zacząłem w 1950 r. To już kilkadziesiąt lat. Kapitanem jestem od 1961 r. Ale zawodowo zacząłem pływać dopiero od 1988 r. Wcześniej pracowałem w szkole jako nauczyciel. Pływałem w okresach letnich czy podczas bezpłatnych urlopów. Byłem nauczycielem i przez jakiś czas wicedyrektorem szkoły. Uczyłem zawodowych przedmiotów związanych z chemią, ale mówiąc najogólniej z gazownictwem. Studia skończyłem na UMCS.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Dlaczego zaczął Pan pływać?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Nie wiem. Może miała na to trochę wpływ literatura Londona i innych autorów. Ale właściwie to dzieło przypadku. Bo kiedy zaczynałem żeglować to byłem w szkole średniej w Kielcach, a więc nie w miejscu, gdzie były dobre warunki do żeglugi. Zaczynałem pływać na Mazurach. Na morzu pływałem na „Gen. Zaruskim”. To duży żaglowiec, istnieje do dzisiaj, choć trochę podupadł. Wiem, że ma powstać fundacja, która ma go uruchomić. Może jeszcze w tym roku wyjdzie w morze. Ale ciekawostką jest, że w latach 50. przechrzcili go na „Młodą gwardię”.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Pan w szkole pod żaglami pływa od dawna?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">W 1990 r. kapitan Krzysztof Baranowski założył Fundację „Międzynarodowa Szkoła pod Żaglami”. I wkrótce potem rozpoczęła się budowa Fryderyka Chopina. Znaleźli się sponsorzy, została wzięta pożyczka. Ja byłem kapitanem, który budował ten statek. Wcześniej brałem udział w rejsie Międzynarodowej Szkoły pod Żaglami” na żaglowcu „Pogoria”. Brało w nim udział 10 Polaków, 10 Amerykanów, 10 Rosjan z ówczesnego ZSSR. Był to rejs dookoła Ameryki Południowej. To była moja pierwsza poważniejsza podróż z uczniami tej szkoły.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Budowa „Chopina” rozpoczęła się w 1990 r., a zakończyła w 1992 r. Statek wyszedł w swój pierwszy rejs 4 marca tego roku. Potem kolejne rejsy odbywały się sukcesywnie, corocznie. Takich semestrów prowadziłem 12 lub 13. Koleje statku były burzliwe, ponieważ Fundacja nie była w stanie spłacić kredytu. Statek przejął bank, potem zmienił się armator. W zasadzie działalność z młodzieżą była kontynuowana. Armatorzy się zmieniali, a ja tam trwałem. Do 2003 r. byłem kapitanem stale, a po 2003 r. już sporadycznie. W ubiegłym roku zacząłem rejs, który się nieszczęśliwie skończył. Nieszczęśliwie dla młodzieży, bo rejs trwał tylko miesiąc. No i dotarli nie na Karaiby, ale tylko do Anglii.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Cechuje Pana opanowanie, co mogliśmy zauważyć w czasie relacji telewizyjnych.</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Kiedy kamery nas pokazywały, to od wypadku minęły już trzy dni, więc mowy nie było o histerii. Zresztą młodzi ludzie byli dobrze przygotowani, bo szkoliliśmy ich najpierw tydzień w Gdyni przed wyjściem w rejs. Potem płynęli przez miesiąc i ostatni odcinek ze Stawangen w Norwegii do Plymouth w Anglii – była ciężka pogoda na Morzu Północnym. Oni wiedzieli, jak wygląda wzburzone morze. A niebezpieczeństwo oczywiście było wtedy, kiedy złamały się maszty i jakiś czas potem, ponieważ górna część grotmasztu była złamana. Huśtała się na górze, więc było niebezpieczeństwo, że może spaść, ale to zostało opanowane w ciągu 2–3 godzin. I potem w zasadzie nic się nie działo specjalnego. Nie było powodów do jakiś wielkich nerwów.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Ile osób pływa w szkole pod żaglami?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Są pewne zasady. Na statku musi być minimalna załoga kadrowa z odpowiednimi uprawnieniami. Kapitan, trzech oficerów, bosman, mechanik, kucharz. Ale ze względu na to, by nie przeładowywać statku, by było więcej miejsca dla uczniów, zawsze staramy się, żeby rekrutować nauczycieli takich, którzy mają odpowiednie uprawnienia żeglarskie. Często bywa tak, że pierwszy czy drugi oficer uczy jakiegoś przedmiotu. Na „Chopinie” jest 50 miejsc. Zwykle kadry jest 12 do 14 osób i ok. 35 uczestników.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Z kim się łatwiej pracuje – z dorosłymi czy młodzieżą?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Z młodzieżą pracuje się na ogół nieźle. No oczywiście czasami wpadają im do głowy szaleństwa, więc trzeba mieć na to oko. Z kadrą zazwyczaj wszystko układa się dobrze, ponieważ zwykle są to ludzie, którzy mają jakieś doświadczenie. Pierwszy z brzegu nie rwie się na statek. Zawsze wszystko szło mi nie najgorzej i nie mogę powiedzieć, żebym miał kiedykolwiek jakieś poważne problemy.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">A czy zdarzył się kiedyś Panu bunt na pokładzie? Musiał Pan kiedyś wysadzić kogoś po drodze w najbliższym porcie?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Bunt nigdy mi się nie zdarzył. W całej mojej karierze szkoły pod żaglami chyba były 2 lub 3 przypadki, kiedy odesłaliśmy ucznia do domu. Raz musiał wrócić z powodu jakiś spraw domowo-szkolnych. Dwa przypadki były dyscyplinarne. Ale to oczywiście był margines podczas tych kilkunastu semestrów, które prowadziłem.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Na czym Pan pływał? Czy zawsze jako kapitan?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Pływałem na „Pogorii”, „Chopinie”, na niemieckim żaglowcu „Mary Ann” i na wielu mniejszych jednostkach. Jako kapitan to chyba najwięcej na „Chopinie”. Budowałem go i w jakimś sensie jest to moje dziecko. Najwięcej zrobiłem na nim rejsów i najwięcej na nim zobaczyłem.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Czy kapitan musi znać cały statek od a do z? Czy statek ma jednak jakieś tajemnice dla kapitana?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Urządzenia pokładowe, czyli wszystkie nawigacyjne, ożaglowanie, olinowanie itd., kapitan musi bardzo dobrze znać, bo z tym na co dzień pracuje. Jeśli chodzi o mechanizmy, silniki, agregaty, to wiadomo, że nierealne jest posiadanie 100-procentowej wiedzy. Od tego na statku jest mechanik, co najmniej jeden, czy elektryk, którzy zajmują się tą stroną. Ale dobrze jest, żeby kapitan wiedział, jak naprawdę wszystko działa, bo wtedy nikt mu nie będzie opowiadał bajek na ten temat.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Jak pracuje się z tymi samymi ludźmi przez długi czas, kiedy trudno znaleźć cichy kąt tylko dla siebie?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Oczywiście, to że ludzie muszą ze sobą przebywać przez długi czas na stosunkowo małej powierzchni jest jakimś problemem i zdarzają się rozmaite historie. Jednak jeżeli ludzie mają doświadczenie i charakter taki, że potrafią współżyć z innymi, to nie ma za wielu konfliktów.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">W mojej karierze nic poważnego się nie wydarzyło. Chociaż słyszałem bardzo różne historie. Nawet byłem kiedyś świadkiem takiego zdarzenia, ale to nie dotyczyło dużego żaglowca, tylko małego jachtu.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Jak się rozładowuje stres w takiej grupie?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Każdy musi sobie radzić sam. Na pewno atmosfera na statku zależy od kapitana i oficerów, bo kapitan jest od całości. Oficerowie prowadzą wachty. Mają bezpośrednią styczność z ludźmi. Jeszcze jedną ważną osobą jest bosman. To jest człowiek, który prowadzi prace pokładowe. Jeżeli podstawowa kadra potrafi sobie poradzić, to wszystko idzie dobrze. Potem w portach takie napięcie i stres się rozładowuje, kiedy wszyscy poczują trochę ziemi.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Przez 60 lat Pana pływania zmieniały się urządzenia nawigacyjne. Jak to wpłynęło na bezpieczeństwo?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Według mnie i dobrze, i źle. W okresach moich początków żeglugi wyposażenie nawigacyjne było dosyć prymitywne i wymagające sporo wiedzy. Przy rozmieszczaniu i ustalaniu pozycji za pomocą sekstantów pomiarów wysokości słońca czy gwiazd liczyła się wiedza i wprawa. Obecnie są GPS-y, które podają pozycję co ułamek sekundy. Kiedyś nie było radarów, co przy żegludze we mgle oczywiście stanowiło problem. Teraz są nawet na najmniejszych jachtach i w zasadzie to powinno spowodować poprawę bezpieczeństwa, i z pewnością tak jest. Ale z kolei technizacja spowodowała, że często ludzie zapominają o tzw. dobrej praktyce morskiej. Czasami własne oczy są lepsze niż ustalanie pozycji w ułamku sekundy. To powoduje pewną nonszalancję, która czasem niestety się mści. W związku z tym wymagania egzaminacyjne zmniejszyły się, myślę tu o żeglarstwie przede wszystkim, nie o zawodowej żegludze. Po prostu łatwiej jest to wszystko opanować. A to oczywiście potem odbija się na bezpieczeństwie. Łatwiej i wygodniej jest sterować, z drugiej strony trochę to zmniejszyło czujność ludzi.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Czy kiedyś popsuł się sprzęt nawigacyjny i musiał Pan posiłkować się wiedzą i umiejętnościami?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">W moich początkach żeglarstwa wyłącznie tym się posługiwało. Zresztą GPS tak na dobre wszedł dopiero w późniejszych latach 80, a więc nie tak znowu dawno. A przedtem trzeba było z sekstantem w ręku żeglować po oceanie. Połowa mojego żeglarskiego życia odbywała się po staremu. Druga połowa z większymi udogodnieniami. Ale zdarzały się różne historie, bo np. w którymś momencie zatrzymał się żyrokompas. Można było używać tylko kompasu magnetycznego. Sprawdzać jego poprawki, a więc gdybym teraz tej wiedzy nie miał, to miałbym kłopoty.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Jakie cechy charakteru kształtuje żeglarstwo? Czy pan musiał walczyć z jakimiś słabościami?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Kształtuje poczucie odpowiedzialności, umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach i w trudnych warunkach. Odporność na stres wynika z samej żeglugi. Jeżeli wiatr dmie w żagle, to trzeba pracować. Nie da się tego nie robić. A za tym idzie umiejętność pracy w zespole, koleżeńskość itd. W trudnych warunkach trudno myśleć wyłącznie o sobie. Dotyczy to każdego żeglarstwa – od małego jeziorka do wielkiego oceanu. Z pewnością te cechy charakteru się wyrabiają, a u młodych ludzi w szczególności. Walka ze słabościami? Jeżeli ktoś się decyduje brać na siebie taką odpowiedzialność, to nie myśli o słabościach. Myśli o tym, by wszystko było tak jak potrzeba.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Czy teraz jest mniej bezpiecznie niż 20–30 lat temu?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">W tej chwili to tylko Somalia i okolice Indonezji zrobiły się mało bezpieczne. Na świecie poza tymi miejscami nie ma takiego piractwa na otwartym morzu. Natomiast w portach i na redach to bywa różnie, można być obrabowanym zarówno w Polsce, jak i wszędzie indziej. Niebezpieczna jest też Afryka Zachodnia, Ekwador, Kolumbia.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Spotkał Pan na morzu piratów?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Bezpośrednio nie, dzięki Bogu. Ale oczywiście bywałem w takich portach i okolicznościach, że można się było spodziewać różnych sytuacji. Kiedyś wchodziliśmy do Callao w Peru. Dostałem instrukcję z kapitanatu portu taką: stanąć w wyznaczonym miejscu; odprawa będzie dopiero rano; trzymać wachtę, obserwować, nie dopuszczać nikogo do statku; gdyby coś się działo to natychmiast powiadomić drogą radiową, ale gdyby jakaś jednostka wyraźnie kierowała się do statku – najlepiej od razu strzelać. A na drugi dzień postawili nas na kotwicę obok marynarki wojennej, żeby było bezpiecznie.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Rejsy, które szczególnie utkwiły w pamięci?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Ogólnie rzecz biorąc, trudno powiedzieć, że coś było szczególnie trudne lub nie. Takie najciekawsze dwa rejsy miałem to dwukrotnie opływałem Amerykę Południową. Raz na „Pogorii”, a raz na „Chopinie”. Były to długie i ciekawe rejsy, trwające po 8–9 miesięcy.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Przylądek Horn?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">To jest miejsce, gdzie jest zła pogoda, ale to nie jest jedyne takie miejsce na świecie, bo Północny Atlantyk jest równie paskudny jak Przylądek Horn. Tyle tylko, że w tym miejscu wokół całej kuli ziemskiej jest woda i w związku z tym sztormy, które tam idą z zachodu na wschód gonią dookoła Ziemi. W związku z tym falowanie jest b. duże. Tam normalnie jest fala 5–7 metrów, a w sztormie może być 10 i 15 metrów. To go wyróżnia. Podobne miejsca są na Przylądku Dobrej Nadziei czy w rejonach Tasmanii, Nowej Zelandii. Kolejną sprawą jest ukształtowanie brzegu. W Ameryce Południowej jest takie, że aby po okrążeniu Przylądka popłynąć na północ, trzeba popłynąć na zachód, więc przeciw wiatrowi. W pobliżu jest Antarktyda, jak dmuchnie z południa to jest zimno. Ale to jest trochę los szczęścia. W sprzyjających okolicznościach to okrążenie może trwać 2–3 dni i znajdujemy się w spokojnych warunkach. Ale jak się trafi pechowo – jak to było na „Pogorii” – płynęliśmy dwa tygodnie w ciężkim sztormie, właściwie przebijając się ze wschodu na zachód. Wszystkie wody, które są albo daleko na południe, albo daleko na północy mają niebezpieczne miejsca w strefie, gdzie są obszary niskiego ciśnienia. Na Atlantyku od Stanów Zjednoczonych do Norwegii, cały ten kawałek, szczególnie w okresie jesiennym czy zimowym to paskudne morze. To samo jest na Południowym Oceanie. Natomiast strefy równikowe czy w pobliżu zwrotnika, gdzie są stałe wiatry, stanowią taki żeglarski raj.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Po jakich wodach lubi Pan pływać?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Wody to trudno powiedzieć. Łatwiej powiedzieć, w jakich krajach, jakie krajobrazy się widzi, jaka jest przyroda. Według mnie najpiękniejsze okolice to te, gdzie są góry i morze. A więc w Europie to Norwegia albo w Południowej Ameryce – południowe wybrzeże Chile. To są najpiękniejsze miejsca. Natomiast tropik jest taki przesłodzony, ładnie wygląda na zdjęciach.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">A gdzie Pan jeszcze nie był?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Nigdy nie byłem na Dalekim Wschodzie, Japonia i okolice. Rejs, który zaczynałby się w Europie musiałby trwać rok.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Tęskni Pan podczas rejsu?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Na ogół tak, bo myśli się o domu, ale często nie ma zbyt wiele czasu na rozmyślania, bo wbrew pozorom pływanie nie jest monotonne, pogoda się zmienia, warunki się zmieniają. Cały czas coś trzeba robić. To codzienna rutyna w szkole pod żaglami. Toczą się zajęcia. Nie ma za wiele czasu. Codziennie o 8.00 jest podniesienie bandery. Apel poranny, potem idą zajęcia. Będąc kapitanem, uczyłem, dlatego cały czas mam wypełniony. Poza tym trzeba zobaczyć, co się w takielunku dzieje. Z bosmanem porozmawiać – co trzeba zrobić, co się zepsuło, co naprawić. I dzień za dniem tak biegnie.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Zajęcia są normalnie takie jak w szkole od 8.30 lub 9.00 do 13.00–14.00. Po południu roboty bosmańskie, czyli prace przy konserwacji statku. Trochę czasu wolnego, a poza tym wachty, bo uczniowie normalnie prowadzą statek. Tylko w okresie lekcji robi to kadra, a przez cały okres pozostały, czyli dzień i noc, uczniowie.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Co Panu dało żeglarstwo?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Myślę, że jest to sposób na życie. Jeżeli mi to odpowiadało, to można powiedzieć, że zadowolenie.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Czy Pan kapitan wie, co to jest nuda?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Myślę, że jeśli znalazłbym się w sytuacji, że nie miałbym co robić, to pewnie bym się nudził.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Jak wygląda życie wilka morskiego?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Jeżeli się pływa, to się siedzi na statku. A obecnie jestem tu nad Piasecznem i moje życie wygląda pracowicie. Trzeba zreperować i zakonserwować sprzęt. W okresie letnim prowadzę Stację Dydaktyczno-Żeglarską Uniwersytetu Przyrodniczego, z którą blisko współpracuje sekcja żeglarska AZS, i w związku z tym odbywają się tu regaty i szkolenia. Czyli całe wakacje spędzam nad Piasecznem z młodzieżą. A drugie pół roku? Czasami gdzieś pływam, a czasem nie.</p>
<h2 style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Plany?</h2>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Tutaj będę do jesieni. A dalej to plany mam niesprecyzowane. Czy będą chcieli, abym ponownie poprowadził „Fryderyka Chopina”?</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Dziękujemy za rozmowę.</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Monika Jaskowiak</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Współpraca Anna Siek</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Fot. Konrad Imieliński</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Kpt. Ziemowit Barański podczas integracyjnego dnia dziecka w SP nr 31</p>
<p style="text-align: left;" align="JUSTIFY">Tekst ukazał się w „Aktualnościach UP” nr 3(59)2011</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/jak-sie-bierze-odpowiedzialnosc-to-sie-nie-mysli-o-slabosciach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Serwis w przebudowie &#8211; zapraszamy wkrótce</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/serwis-w-przebudowie-zapraszamy-wkrotce/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/serwis-w-przebudowie-zapraszamy-wkrotce/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 18:53:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>papay13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nauka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=41</guid>
		<description><![CDATA[Serwis w przebudowie &#8211; zapraszamy wkrótce]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://pressmaniak.pl/wp-content/uploads/2012/02/test.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-63" title="test" src="http://pressmaniak.pl/wp-content/uploads/2012/02/test.jpg" alt="" width="610" height="429" /></a>Serwis w przebudowie &#8211; zapraszamy wkrótce</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/serwis-w-przebudowie-zapraszamy-wkrotce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Leśmian to był genialny poeta…</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/lesmian-to-byl-genialny-poeta/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/lesmian-to-byl-genialny-poeta/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 22:49:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>papay13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Adam W. Kulig]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=29</guid>
		<description><![CDATA[Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pogranicze jest niezwykle bogate w dobytek kulturowy. Artyści, dziennikarze często zwracają swoje oczy na ziemię ludzi po prawej stronie Wisły, zapominając o bogactwie Wschodu. Rozmawiamy z Adamem Wiesławem Kulikiem, dziennikarzem, dokumentalistą, literatem, który jako [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://pressmaniak.pl/wp-content/uploads/2012/01/adam_wieslaw_kulik.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-51" title="adam_wieslaw_kulik" src="http://pressmaniak.pl/wp-content/uploads/2012/01/adam_wieslaw_kulik.jpg" alt="" width="300" height="240" /></a>Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pogranicze jest niezwykle bogate w dobytek kulturowy. Artyści, dziennikarze często zwracają swoje oczy na ziemię ludzi po prawej stronie Wisły, zapominając o bogactwie Wschodu. Rozmawiamy z Adamem Wiesławem Kulikiem, dziennikarzem, dokumentalistą, literatem, który jako jeden z pierwszych, zainteresował się niedocenianym pograniczem.</p>
<h2>Jak zaczęła się Pana przygoda z filmem dokumentalnym?</h2>
<p>Adam Wiesław Kulik: Moja przygoda z filmem zaczęła się od pracy nad dokumentem o twórczością amatorów fotografów, którzy udokumentowali życie zamojskiej wsi w latach 1940–1960. Na tych zdjęciach było pokazane wszystko: moda, rozwój form ubioru, architektura, której już teraz nie ma. Po tym filmie zadzwonił do mnie dr Krzysztof Jurecki z Muzeum Sztuki Współczesnej w Łodzi i polecił mi Józefa Szymańczyka. Fotograf ten uwieczniał na zdjęciach okolice Kosowa Poleskiego przed wojną.</p>
<p>Czy produkując filmy dokumentalne miał Pan swojego mentora, wzór czy raczej był Pan samoukiem?</p>
<p>– Miałem już pewne doświadczenie. Gdy zaczynałem pracę nad filmami dokumentalnymi, miałem już napisane dwie książki, kilkanaście wierszy. Wiedziałem, co to jest „forma”. Gdy piszę się powieść, forma powinna być przedstawiona w sposób interesujący dla czytelnika. To nie może być zlepione przypadkowo. W związku z tym moim problemem było przestawienie się z formy pisanej na telewizyjną. Dla mnie ta forma telewizyjna była łatwiejsza, ponieważ w filmie wielu rzeczy można nie wiedzieć i pokazać je obrazkiem. Telewizja punktuje, nie ma czasu na dygresję. Telewizja idzie na skróty, więc każdy, kto ma opanowane słowo i jeszcze dodatkowo potrafi myśleć obrazkiem, ma łatwiejszą pracę.</p>
<p>Dlaczego Pana książka „Leśmian, Leśmian. Wspomnienia o Bolesławie Leśmianie” ukazała się po wielu latach? Czy to fascynacja poezją Leśmiana skłoniła Pana do zbioru wspomnień o tym poecie?</p>
<p>– Do książki o Leśmianie zacząłem zbierać materiały w latach siedemdziesiątych. Książka ukazała się w 2008 roku, dopiero dziewiąte wydawnictwo, do którego zwróciłem się, zdecydowało się ją wydać. Nie ma już wielu ludzi pamiętających Leśmiana, to był więc ostatni dzwonek. Leśmian to był genialny poeta, niedoceniany. Gdybym jej nie napisał, wspomnienia o poecie przepadłyby. Wydaje mi się, ze problemem było to, iż wydawnictwa uważały, iż za mało w niej notatek własnoręcznie pisanych przez osoby, które pamiętały Leśmiana. Zapisywałem wszystko na kasety, później przepisywałem. To są strzępy, ale minęło trzydzieści lat i okazało się, że te strzępy są i tak ważne. Poza tym wydawało mi się, że po Leśmianie przetrwało dwie, może trzy fotografie, ale odnalazłem dużo więcej, niepublikowanych nigdzie.</p>
<p>Swoją twórczością, dokumentami zwrócił Pan uwagę na niedoceniane dotąd bogate w dobytek kulturowy pogranicze. Dlaczego wybrał Pan ziemie wschodnie?</p>
<p>– Jako jeden z pierwszych w Lublinie zacząłem to pogranicze drążyć. Przedtem nic się nie działo. Pochodzę z pogranicza, z ziemi zamojskiej. Oczy na pogranicze otworzyły mi się dopiero po trzydziestce, gdy wspólnie z kolegami artystami pojechaliśmy rowerami szlakiem cerkwi. Okazało się, że są cerkwie w pobliskich wioskach, gdzie kultura rosyjska była dosyć rozwinięta, gdzie w każdej wiosce było kilka rodzin żydowskich, w Zamościu byli Ormianie. Chciałem więc nadrobić te zaległości i zacząłem robić reportaże, które były ukazane w tygodniku „Relacje”.</p>
<p>W jaki sposób doszło do zebrania materiałów i stworzenia albumu „Miasta polskie. Najpiękniejsze zespoły zabytkowe”? Można powiedzieć, że odkrył Pan kilka miejsc na mapie Polski, ponieważ wśród najpiękniejszych polskich miast znalazł się Hrubieszów…</p>
<p>– Arkady, które wydały tę książkę, nie chciały historyka sztuki, lecz kogoś, kto napisałby bardziej przystępnym językiem. Zrobiłem książkę o zabytkach, przy okazji wykonałem około czterdziestu zdjęć. Nikt do tej pory nie zauważał dorobku zabytkowego Hrubieszowa oraz Szczebrzeszyna. Ja się uparłem, że te miasteczka muszą być ukazane w albumie. W końcu po pewnym czasie Arkady zaakceptowały mój pomysł. Na pograniczu jest przepiękna architektura drewniana, której nie ma nigdzie indziej.</p>
<p>Założył Pan Klub Literacki Młodych w Zamościu. Czym zajmowała się ta organizacja? Czy przetrwała do dzisiaj?</p>
<p>– Uprzednio zastanawiałem się nad założeniem amatorskiego teatru w Zamościu. Zamiast tego założyłem klub literacki. Ogłosiłem konkurs na cykl wierszy. Zaczęły napływać zgłoszenia i ci ludzie, którzy zgłosili się do konkursu, stali się pierwszymi członkami klubu. To trwało od 1975 do 1983 roku. Wydaliśmy trzy almanachy. Później klub przekształcił się w Klub Literacki Młodych, później w grupę „Zamoście”. Wszyscy, którzy w tamtym okresie pisali na Zamojszczyźnie, otarli się o klub. To zostało, klub funkcjonuje do dzisiaj.</p>
<p>Współpracował Pan z kapelą „Drewutnia”. Czy Pana zdaniem obecnie obserwuje się wzrost zainteresowania muzyką ludową, czy raczej to zanika?</p>
<p>– Zrobiłem dwa materiały o zespole „Drewutnia”. Uważam, że muzyka folkowa podoba się i zainteresowanie nią nie będzie malało. To bardzo dobra muzyka, akurat w „Drewutni” kładzie się nacisk na autentyzm – prawdziwe odtworzenie muzyki ludowej.</p>
<p>Czym jest dla Pana dziennikarstwo?</p>
<p>– W dziennikarstwie nie ma nigdy nic pewnego. To jest jak zabawa na huśtawce. Mnóstwo rzeczy robi się z własnej inicjatywy, własnej woli, bez pieniędzy. Dziennikarze pokroju Tomasza Lisa zarabiają koszmarne pieniądze, ale ich jest kilku w Polsce, reszta bieduje. Dziennikarz powinien być ciekawy świata, dużo czytać, oglądać, rozmawiać z ludźmi. Trzeba być uczciwym wobec siebie, umieć odłowić ciekawe tematy i nie być na każde zawołanie szefa. Ja robię to, co lubię, kręcę cztery, pięć filmów rocznie. Staram się nie mieć poczucia straconego czasu.</p>
<p>Co skłoniło Pana do obrania zawodu dziennikarza? Pieniądze, sława, ekscytacja mediami?</p>
<p>– Może złudzenia. Kiedyś też mi się wydawało, że będę sławny i bogaty. To są mity. Literatura to hobby i tak należy ją rozpatrywać… chyba, że się pisze kryminały albo tanie romanse. Takie książki kupują ludzie, wsiadając do pociągu, i wyrzucają je do kosza, wysiadając z pociągu. Ludzi, którzy czytają jest niewielu.</p>
<p>Dziękuje za rozmowę.</p>
<p>Rozmawiał Michał Mazik</p>
<p><span style="color: #888888;">Źródło: magazyn studencki „Radar”.</span></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/lesmian-to-byl-genialny-poeta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z księdzem Mieczysławem Puzewiczem</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-ksiedzem-mieczyslawem-puzewiczem/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-ksiedzem-mieczyslawem-puzewiczem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 22:47:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>papay13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Mieczysław Puzewicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=27</guid>
		<description><![CDATA[Za pierwszym razem myślałem, że mi się wydawało, ale następnym zapytałem. Jeden z nich powiedział, że policja pewnie ich zaraz zacznie wypytywać, legitymować. Wytłumaczyłem im, że są w wolnym kraju i tutaj policja nie zatrzymuje bez powodu. Na koniec poprosiłem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za pierwszym razem myślałem, że mi się wydawało, ale następnym zapytałem. Jeden z nich powiedział, że policja pewnie ich zaraz zacznie wypytywać, legitymować. Wytłumaczyłem im, że są w wolnym kraju i tutaj policja nie zatrzymuje bez powodu. Na koniec poprosiłem policjantów o wspólne zdjęcie. Wie pan, to zdjęcie było najważniejszą rzeczą, jaką zawieźli na Kubę. Zdjęcie z policjantami.</p>
<h5>Kapłan, dziennikarz, wolontariusz, kim czuje się ksiądz najbardziej?</h5>
<p>Człowiekiem. To jest podstawowy wymiar, aczkolwiek jestem księdzem od 19 lat, a wolontariuszem dużo dłużej. Zaczynałem na początku lat 80., jeszcze przed seminarium, od zajmowania się osobami niepełnosprawnymi, wówczas będącymi na straszliwym marginesie społecznym. Pamiętam, jak pomagałem zaprzyjaźnionemu niepełnosprawnemu wprowadzić wózek do autobusu. Byłem zszokowany, kiedy jedna z pasażerek zaczęła histeryzować. Zauważyłem wtedy, jak ludzie reagują na widok osób na wózkach. Obawiają się, że coś im grozi, jednak to kompletna nieznajomość sprawy. Było wiele takich sytuacji. Odpowiadając na pytanie, sentencja jest taka: zostałem księdzem, mając lat 29, dlatego najpierw jestem człowiekiem, później wynikła idea bycia z ludźmi, pomagania, którą wyniosłem z mojego domu. Dalej przyszła posługa jako księdza.</p>
<h5>Jak zaczęła się przygoda z wolontariatem?</h5>
<p>Zaczęliśmy z grupą przyjaciół od zorganizowania kilku naszym niepełnosprawnym znajomym wyścigów na wózkach inwalidzkich. Jak sobie teraz pomyślę, to widzę, jaka to była głupota. Na szczęście, zrobiliśmy to w miejscu, gdzie nie było ruchu samochodowego, więc nikomu nic się nie stało. Odkryłem wówczas potrzebę pomagania innym. Później organizowaliśmy wyjazdy dla osób niepełnosprawnych, m.in. do Lourdes. W tym czasie, a był rok 86, pracowałem już jako wolontariusz w dawnym dziecięcym szpitalu klinicznym. Na oddziale wewnętrznym zaczęła pojawiać się duża liczba dzieci z objawami choroby nowotworowej. Nie można było wówczas głośno o tym mówić. Były to ofiary Czarnobyla. Wiadomo było, że dzieci te nie przeżyją. Pamiętam takiego małego Krzysia, który zapytał mnie: „Proszę pana, a czy jak ja umrę, to będę się widział z moją mamusią? To było trudne, bo co można odpowiedzieć takiemu małemu dziecku? Później nie było już Krzysia. Nauczyło mnie to jednej rzeczy, że czasem nic nie mogę zrobić, jednak trzeba być przy takich ludziach.</p>
<h5>A jak to było z dziennikarstwem?</h5>
<p>Przygoda z dziennikarstwem zaczęła się jeszcze w liceum, od „Drzazgi”, takiej gazetki ściennej. Później były czasy opozycji przed rokiem 1980. W Lublinie wychodziło intelektualne pismo podziemne „Spotkania”. Wspólnie z kolegą Leszkiem Zegzdą (obecnie wicemarszałek województwa małopolskiego) wymyśliliśmy studencką wersję tego pisma pod nazwą „Spojrzenia”. Czterostronicowe, wydawane na powielaczu. Po roku 89., kiedy rodziła się prasa niezależna w Lublinie, to pisywałem do takiego pisma „Dzień”. Przez wiele lat prowadziłem też pismo o nazwie „Spojrzenia”. To był miesięcznik, który niedawno przestał funkcjonować. Następnie przyszedł czas dziennikarstwa radiowego. Wpadłem wówczas na pomysł, że może warto byłoby docierać do młodych ludzi tą drogą. Zgrałem demo na moim sprzęcie i zaniosłem do redakcji, nikogo wówczas nie znając. Ówczesny prezes, jak mi później przyznał, pomyślał, że przyszedł jakiś klecha i będzie kazania głosił. Jednak dał moją audycję do przesłuchania Jurkowi Janiszewskiemu, legendzie lubelskiego radia. Ten zobaczył, że to jest całkiem normalne i przekonał prezesa. Od tamtej pory, czyli od 18 lat, pracuję w radiu publicznym.</p>
<h5>Co jest istotne w dziennikarstwie?</h5>
<p>Dla mnie w dziennikarstwie absolutnie liczy się misja, nie ja. Może nie przystaje to do obecnie dominującej koncepcji dziennikarstwa, gdzie rozumie się audycję, pismo jako produkt. Przy takim podejściu taki walor jak prawda nie będzie ważny. Uważam, że media dobrze robione mogą kształtować postawy, inspirować. Rozumiem dziennikarstwo jako misję budowania pewnej świadomości, trwania przy prawdzie i niezapominania o ważnych kwestiach.</p>
<h5>Jest ksiądz współzałożycielem Centrum Wolontariatu w Lublinie, na czym koncentruje się działalność stowarzyszenia?</h5>
<p>Wolontariat jest jednym z wymiarów naszego duszpasterstwa. Przyjęliśmy papieskie wezwanie: Budujcie cywilizację miłości. To pojęcie pojawiło się stosunkowo niedawno, bo w roku 1978. Zostało wymyślone przez ówczesnego papieża Pawła VI, później zaczął rozwijać je Jan Paweł II, m.in. w Dives in misericordia.W roku 1991 na światowym spotkaniu młodzieży w Częstochowie papież bardzo wyraźnie powiedział, że zadaniem ludzi młodych jest budować cywilizację miłości. Później konsekwentnie to rozwijał, aż do swojego ostatniego występu na Światowych Dniach Młodzieży w 2002 roku w Toronto. Tylko co to oznacza? Nie uciekajmy od rzeczywistości, bo cywilizacja ma osiągnięcia w dziedzinie zdrowia, komunikacji itd., ale niestety produkuje też bardzo dużo niebezpiecznych zjawisk, wyklucza wielu ludzi. Papież powiedział, żeby budować cywilizację, która nie będzie wykluczać nikogo. I te słowa szczególnie zapadły mi głęboko. Stąd w naszych działaniach wiele akcji streetworkerskich, praca z dziećmi ulicy w najbardziej zdegradowanych dzielnicach miasta, z bezdomnymi, z więźniami. Cieszy to, że ci ludzie to przyjęli.</p>
<h5>Zajmuje się ksiądz również wsparciem w tak odległych miejscach jak Kuba. Na czym polega pomoc ludziom z krajów reżimowych?</h5>
<p>W przypadku Kuby nie ma mowy o organizacjach, gdyż nie mam tam prawa bytu żadna organizacja. Daleko jeszcze do tego. Są natomiast środowiska, z którymi współpracujemy. Oczywiście organizujemy pomoc humanitarną dla zaprzyjaźnionych środowisk w Afryce, na Kubie czy w Gruzji. Ostatnio wysłaliśmy mleko w proszku na Kubę po zeszłorocznych huraganach, które zniszczyły wiele upraw. Okazało się, że nie takie proste jest wysłanie pomocy do kraju totalitarnego. Przy okazji odkryłem, ze mamy na Lubelszczyźnie najlepsze mleko w Europie. Byłem też zdziwiony, że do tej pory była to pierwsza i jedyna pomoc humanitarna wysłana tam z Polski. Wydaje mi się, że jest to kwestia świadomości. Ludzie nie wiedzą, że istnieje na świecie taki problem jak głód na Kubie.</p>
<p>Najważniejszy w tym wszystkim jest jednak człowiek. Ludzie młodzi nie zdają sobie sprawy, jaki mają kapitał wyjściowy przy spotkaniu z kimś, kto żyje w warunkach reżimu na Białorusi czy na Kubie. Goszcząc kiedyś moich przyjaciół z Kuby, oprowadzałem ich po mieście. Zauważyłem w pewnym momencie, że reagują nerwowo, gdy obok przechodziła policja. Za pierwszym razem myślałem, że mi się wydawało, ale następnym zapytałem. Jeden z nich powiedział, że policja pewnie ich zaraz zacznie wypytywać, legitymować. Wytłumaczyłem im, że są w wolnym kraju i tutaj policja nie zatrzymuje bez powodu. Na koniec poprosiłem policjantów o wspólne zdjęcie. Wie pan, to zdjęcie było najważniejszą rzeczą, jaką zawieźli na Kubę. Zdjęcie z policjantami.</p>
<p>Ludzie, którzy wyrośli w duchu wolności, nie zdają sobie sprawy, jak zaraźliwe może być takie wolne zachowanie. Osoby żyjące w innych warunkach zastanawiają się, dlaczego my się tak zachowujemy? W świecie jesteśmy postrzegani jako ludzie „Solidarności”, którym udało się zdobyć wolność bezkrwawo, bez rewolucji. No i wszędzie jesteśmy postrzegani jako ludzie Jana Pawła II, że mamy w jakimś procencie jego wiarę, podobną wizję świata, jaką on miał.</p>
<p>Solidarność, Jan Paweł II, to rzeczywiście tak mocne słowa, które są przepustką wolontariuszy w wielu sytuacjach? Czy powinniśmy wykorzystywać ten potencjał, który ze sobą niosą?</p>
<blockquote><p><em>Wałęsa, po odejściu Jana Pawła II, jest jedynym żywym srebrem rodowym, na podstawie którego możemy budować naszą markę na świecie. To jest symbol wolności, bezkrwawej wolności, której ludzie jeszcze w wielu miejscach się nie doczekali.</em></p></blockquote>
<p>Mamy dwa srebra narodowe: Solidarność i Jan Paweł II. Oczywiście, z perspektywy Polski inaczej patrzymy na jakieś tam wojny z Wałęsą, jednak na świecie nikogo to kompletnie nie interesuje. Wałęsa, po odejściu Jana Pawła II, jest jedynym żywym srebrem rodowym, na podstawie którego możemy budować naszą markę na świecie. To jest symbol wolności, bezkrwawej wolności, której ludzie jeszcze w wielu miejscach się nie doczekali. W naszej polityce zagranicznej jeszcze wiele musimy się nauczyć, żeby umieć wykorzystywać to, co posiadamy. Hasło Jan Paweł II i Solidarność działa od Indii po Kubę, od Kuby po Gruzję. W Gruzji ciągle się pytają, jak wam się udało wyzwolić spod jarzma sowieckiego? Dla nich jest to coś niesamowitego, zwłaszcza teraz, kiedy sytuacja jest napięta.</p>
<h5>Czego ksiądz nie lubi, a co ceni w Polakach?</h5>
<p>Ja bardzo lubię wszystko, co polskie. Zawsze byłem z tego dumny i nigdy tego nie ukrywałem. Jedna rzecz, która mi się nie podoba, to tendencja do narzekania. Żartuję, że ulubioną modlitwą młodego człowieka jest litania do świętego narzekania. Uważam, że obecnie żyje najszczęśliwsze młode pokolenie Polaków od czasów szlacheckich. Jest oczywiście czasami problem zagubienia czy utraty wartości, jednak uważam, że jest to moment, w którym mamy najmniej powodów do narzekania.</p>
<h5>Co z naszą tolerancją wobec obcokrajowców?</h5>
<p>Myślę, że jeśli poznamy tych ludzi, to jesteśmy tolerancyjni. Oczywiście, zdarza się margines zachowań dziwnych. Przede wszystkim nie wiemy, jak wiele możemy się nauczyć od przedstawicieli innych narodowości, kultur, tradycji czy religii. Pamiętam moje odkrycie z rozmów z Czeczenami, kiedy zauważyli dom dziecka i nie mogli pojąć, co to jest. Więc tłumaczę im, że to jest dom, w którym mieszkają dzieci, które nie mają rodziców. Oni na to, czy te dzieci nie mają wujków, cioć, babć?</p>
<p>W Czeczeni nie ma ani jednego domu dziecka, ani jednego domu starców, bo oni głęboko wierzą, że przyjmując dziecko lub osobę starszą otrzymują błogosławieństwo Allacha. Mnie, jako Polakowi, chrześcijaninowi, było wstyd, że my mamy domy dziecka, bo przecież te dzieci mają bliskich krewnych. To pokazuje, jak wiele możemy się nauczyć, przy bliższym poznaniu. W tym aspekcie zupełnie nieludzkie wydaje mi się powiedzenie Polska dla Polaków. Gdyby Irlandia, USA czy inny kraj stosowały takie zasady, to nie mielibyśmy sześciomilionowej diaspory w Stanach Zjednoczonych, ani Polaków, którzy pracują w Irlandii.</p>
<h5>Z jakimi najczęściej problemami spotykają się obcokrajowcy w naszym regionie?</h5>
<p>Kiedy uchodźca czeczeński przedostaje się do Polski, to przechodzi przez szereg procedur administracyjnych. Wolontariusze są pierwszymi osobami, które nie pytają o dokumenty, o to, jak tutaj się dostali. My pytamy, czy możemy pomóc im i ich dzieciom. Pokazujemy, gdzie są najtańsze apteki, gdzie najtaniej zrobić zakupy. Dla nich to jest ważne, że obok są jacyś normalni ludzie. Dla Czeczenów tutaj wszystko jest szokiem, i to, że mamy łazienki, i to, że jeździ tyle samochodów. Szok cywilizacyjny, w którym nie jest tak łatwo połapać się na początkowym etapie. Pomoc, którą niesiemy, jest niezwykle istotna. Proszę zauważyć, Czeczeni, o tym się mało mówi, są drugą nacją po Polakach w naszym regionie. Lublin, Leonów, Łuków, Biała Podlaska – w tych ośrodkach mieszka ich około kilku tysięcy. Niestety, jest mała świadomość wśród obywateli. Przedstawiciele władz samorządowych się dziwią. Popełniane są błędy w samej technice informacji, a już zupełnie nieprzemyślane są sposoby integracji. Dużo czasu potrzebowałem, by zorientować się, jakie sposoby są najlepsze, np. dla Czeczenów, żeby się asymilowali. Oni mają głębokie tradycje rodzinne. Dla nich rodzina jest tak podstawową wartością. Postawiliśmy więc na partnerstwo rodzin. Już od paru lat goszczę na wigilii którąś z zaprzyjaźnionych rodzin czeczeńskich.</p>
<h5>Dziękuję za rozmowę</h5>
<p>Rozmawiał Marcin Pastwa,</p>
<p><span style="color: #888888;">Źródło: magazyn studencki „Radar”</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-ksiedzem-mieczyslawem-puzewiczem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Łukaszem Czeszumskim</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-lukaszem-czeszumskim/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-lukaszem-czeszumskim/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 22:42:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>papay13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz Czeszumski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=25</guid>
		<description><![CDATA[Podróżnik, reporter, dziennikarz, ale przede wszystkim pasjonat przygód oraz aktywny obserwator życia. Absolwent fotografii artystycznej i studiów dziennikarskich, ukończył kursy na De Anza college w Kalifornii, USA. W 1999 napisał swój debiutancki reportaż o życiu najemników w Legii Cudzoziemskiej „Synowie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Podróżnik, reporter, dziennikarz, ale przede wszystkim pasjonat przygód oraz aktywny obserwator życia. Absolwent fotografii artystycznej i studiów dziennikarskich, ukończył kursy na De Anza college w Kalifornii, USA. W 1999 napisał swój debiutancki reportaż o życiu najemników w Legii Cudzoziemskiej „Synowie Legionu”. Późniejsza seria reportaży o wojnie kokainowej w Boliwii i Kolumbii potwierdziły jego kunszt reporterski, natomiast autorowi pozwoliły odnaleźć własną ścieżkę, którą podąża do dziś.</p>
<h5>Napisał Pan kilka książek, jednak żadna nie została wydana. Dlaczego? Czy czytelnicy mogą się spodziewać w przyszłości wersji drukowanej którejś z nich?</h5>
<p>– Chyba trochę to zaniedbałem, zajęty podróżami i samą twórczością. Na razie starałem się o wydanie tylko mojej pierwszej książki – zbioru reportaży o wojnie narkotykowej „Biały szlak”. Były nim zainteresowane dwa duże wydawnictwa: Znak i WAB. Ostatecznie jednak nie umieściły jej w planach wydawniczych. Ja to rozumiem, w końcu książki to biznes, a wydawanie i promowanie debiutantów to spore ryzyko finansowe dla firmy. Nie załamuję się jednak i zamierzam przy najbliższej wizycie w kraju zabrać się za tę sprawę i ją „ruszyć”.</p>
<p>Dużo czasu spędza Pan w Ameryce Południowej. Skąd fascynacja tym kontynentem? Czym różni się on od Europy? Czy w ogóle można porównywać?</p>
<p>– Bo to najbardziej przygodowy kontynent, jaki istnieje! Tam mam poczucie, że żyję pełnią życia. Nieskażona natura, dżungle, góry, oceany, słońce, wspaniali ludzie, wielka przygoda, która jest na wyciągnięcie ręki, oraz oczywiście piękne kobiety – czego więcej trzeba do szczęścia?</p>
<p>– Tam czuję się jak u siebie. USA i Europę cenię za uporządkowanie, za dobry standard życia. Kiedy już jestem tym uporządkowaniem zmęczony, to wracam do Ameryki Łacińskiej, gdzie oddycham pełną piersią. W domowym pieleszach mam zawsze poczucie, że życie przecieka mi między palcami.</p>
<p>Organizuje Pan wyprawy do egzotycznych krajów. Jak przygotowuje się taką podróż. Od czego należy zacząć? Czy przeciętna osoba może się z Panem wybrać?</p>
<p>– Chalcon Line to firma, którą założyłem niedawno w USA. Zabieram moich klientów (mniej lub bardziej przeciętnych ludzi) w ekstremalnie interesujące destynacje świata, aby przeżyli prawdziwa przygodę, której nie znajdą w ofercie standardowych biur podroży. Prowadzę wyjazdy do państw, które mnie zafascynowały i które świetnie znam – Peru, Boliwia, Brazylia, Indonezja, Afganistan. To są podróże dla ludzi, którzy chcą przeżyć bardzo nieprzeciętne przygody w dzikich zakątkach globu. Jeśli chodzi o porady dla młodych podróżników, to jest bardzo duży temat Zapraszam na forum portalu Odyssei.com, gdzie czasem się udzielam, pomagając planującym samodzielne podróże.</p>
<p>Dokąd planuje Pan następną podróż?</p>
<p>– Niedługo poprowadzę kilka wypraw z Chalcon Line. Potem jadę do Kolumbii, gdzie planuję wykonać kilka dodatkowych reportaży do mojej książki. Coraz odważniej myślę o Afryce – kontynencie, w którym jeszcze nie działałem, nie licząc wypadu do Egiptu dawno temu. Afryka to poważna sprawa, i nie chce jej zrobić byle jak. Przede mną jeszcze dużo przygotowań.</p>
<p>Pana teksty dotyczą wojny, narkotyków, walki gangów. Skąd zainteresowanie taką tematyką?</p>
<p>– To proste, nie interesują mnie „gadające głowy”, sejmowe kuluary ani artykuły o dziurze w jezdni. Chce być tam, gdzie coś się dzieje, gdzie odbywają się naprawdę dramatyczne wydarzenia. Dlatego szukam moich tematów w ostrych miejscach.</p>
<p>Przedziera się Pan przez niebezpieczne rejony. Czy często zdarzało się Panu znaleźć w krytycznej sytuacji z narażeniem życia?</p>
<p>– Moje życie i praca wiążą się naturalnie z niebezpieczeństwami. Cała sztuka to znać zagrożenia, minimalizować je, kontrolować. Przed trzeba wyjazdem wiedzieć, jakie są główne zagrożenia w danym miejscu. Wtedy niebezpieczne sytuacje zdarzają się tylko na skutek wyjątkowego pecha lub głupoty. Niestety, pech zawsze się może zdarzyć. A i głupstwa nie są mi obce, jak każdemu człowiekowi. Gdy talibowie wyciągnęli mnie z autobusu na pustyni w Afganistanie, grożąc bronią i kazali kierowcy odjechać precz, czułem, że zaraz może nastąpić mój koniec. Ostrzegano mnie przed podróżowaniem tą trasą, a ja zlekceważyłem niebezpieczeństwo i pojechałem. Ten błąd mógł mnie wiele kosztować. Innym razem w Gwatemali siedzieliśmy na piwie w barze, gdy zaczęła się strzelanina. Byliśmy w miasteczku jak z Dzikiego Zachodu – wszyscy chodzili tam z bronią. Nie było może najlepszym pomysłem rozbijać się w takim miejscu po knajpach, ale w końcu – c’est la vie! Wolę taką przygodę niż zwiedzanie muzeów. Najbardziej nieprzyjemnie wspominam moment, gdy… była narzeczona ciachnęła mnie nożem, gdy powiedziałem, że odchodzę. To dowodzi, iż tak naprawdę Latynoski są chyba groźniejsze od najgorszych wojen!</p>
<p>Kim Pan się czuje? Dziennikarzem, literatem, eksploratorem?</p>
<p>– Jestem wolnym poszukiwaczem przygód. Człowiekiem, który jeździ po świecie wykonując bardzo rozmaite działania (pisząc reportaże, organizując wyprawy przygodowe). Robiąc to, zbieram doświadczenia, zdobywam wiedzę. Rozmaite doświadczenia wykuwają osobowość twórcy – tak sądzę. Staram się poznawać świat w jego ekstremach po to, by go lepiej zrozumieć. Uwielbiam też potem pisać, przedstawiać ludziom interesujące opowieści.</p>
<p>Gdzie w Pana tekstach kończy się realizm, a zaczyna fikcja literacka? Jak powstają takie teksty?</p>
<p>– Są dwie zupełnie inne dziedziny w mojej twórczości. Moje reportaże to materiał dziennikarski w stu procentach oparty na prawdzie. Co innego książki i opowiadania, które piszę dla zabawy i przyjemności, a które są oparte na moich przemyśleniach.</p>
<p>Recepta na tworzenie reportażu: Aby powstał dogłębny reportaż uczestniczący, trzeba włożyć w to wiele pracy. Na początku są przygotowania – szczegółowy research tematu, studiowanie newsów, opracowań, książek. Podstawą jest wybranie początkowych punktów zaczepienia. Niektóre z nich okazują się ślepymi uliczkami, inne – jak po nitce do kłębka – prowadza do świetnych źródeł. Celem jest docieranie do ludzi, którzy coś wiedzą, siedzą w danym temacie. Potem są wywiady, rozmowy, rozwijanie kontaktów. W miarę możliwości staram się być świadkiem wydarzeń, bo nic nie daje tak dobrej wiedzy, jak zobaczyć wszystko na własne oczy. Gdy w Boliwii pisałem tekst o wojnie narkotykowej, po prostu dołączyłem do grupy policjantów i pojechałem z nimi do dżungli. To, co zobaczyłem, dało mi więcej niż tona przeczytanych opracowań. W Brazylii chciałem zrobić tekst o favelach. Chciałem zobaczyć autentykę, a nie uczestniczyć w wycieczce dla turystów. Musiałem znaleźć człowieka, który by mnie tam zaprowadził. Spędziłem kilka dni, wykonując dziesiątki telefonów, prowadząc swoiste śledztwo, od człowieka do człowieka, gadając z różnymi podejrzanymi typami w jeszcze bardziej podejrzanych lokalach, aż dotarłem do faceta, który był byłym członkiem kartelu narkotykowego. Dzięki niemu mogłem wejść do najgroźniejszych faveli w Rio, zobaczyć handel narkotykami, przejść bez problemów punkty kontrolne mafii przy wejściach do dzielnic. Najważniejsze w reportażu – jak sądzę – to po prostu jechać na miejsce, dużo działać, być otwartym na ludzi. I mieć fascynacje swoim tematem, bo bez tego do niczego się nie dojdzie. Wielu dziennikarzy tworzy swoje artykuły zza biurka w redakcji. Z góry przyjmują punkt widzenia na dana sprawę. Nie wierzę w takie dziennikarstwo. Teoria nigdy nie zastąpi praktyki, musi iść z nią w parze. Świat jest skomplikowany, pełen sprzeczności – tego nie rozumieją ludzie postrzegający świat przez polityczne różnice, dla których wszystko jest w czerni lub bieli – tu lewica, tam prawica, tu prawo, tam bezprawie… Aby tekst był wiarygodny i prawdziwy, musi być zrobiony na miejscu.</p>
<p>W Ameryce Południowej zrobił serię reportaży o wojnie kokainowej, zagłębiając się w boliwijskie dżunglę, brazylijskie slumsy i kolumbijskie „ziemie bezprawia”. To niebezpieczne zadanie. Czy lubi Pan nadmiar adrenaliny?</p>
<p>– Ja prawdę mówiąc w ogóle nie lubię adrenaliny, poczucia zagrożenia. To nie jest przyjemne uczucie. Nie kręcą mnie zupełnie sporty ekstremalne, wspinaczki, bungee i tym podobne sprawy. Tym, co mnie niesie, jest chęć, aby dotrzeć do prawdziwych wydarzeń. Aby to zrobić, czasem trzeba ryzykować. Mam satysfakcję z dobrze wykonanej roboty, ale nie kreci mnie niebezpieczeństwo dla samego niebezpieczeństwa.</p>
<p>Zaczynał Pan przygodę podróżniczą jako autostopowicz wędrujący po Europie. Czy już wtedy planował Pan bardziej egzotyczne wędrówki?</p>
<p>– Od dziecka zaczytywałem się książkami podróżniczymi, awanturniczymi. Marzyłem o egzotycznych krajach i przygodach, które tam na mnie miały czekać. Gdy miałem 17 lat, zacząłem podróżować autostopem po Europie. Nie stać mnie było na dalekie wojaże, więc robiłem to, co mogłem robić z moimi możliwościami. I nie żałuje, bo przeżyłem wtedy kilka świetnych rzeczy, nauczyłem się wiele o życiu. Dorywczo pracowałem w rożnych krajach Europy, tak zarabiałem moje pierwsze pieniądze na dalsze podróże. To był początek. Gdybym tego kroku nie podjął i siedział w kraju, to pewnie do dziś nic bym nie osiągnął. Bo przecież „nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku”.</p>
<p>„Na wojnie wychodzi z ludzi to, co w nich najgorsze. I to, co najlepsze” – to Pana słowa. Proszę to rozwinąć.</p>
<p>– To jest skrót myślowy, który nie chciałbym, aby został opacznie zrozumiany. Wojna, konflikty zbrojne, jakie towarzysza ludzkości od zawsze. Każda wojna jest olbrzymia tragedia, niesie śmierć i zniszczenie, ale jednocześnie tam widać prawdziwe oblicze człowieka – nie tylko w okrucieństwie, ale też w poświeceniu. Na wojnie czy w innych ekstremalnych sytuacjach nie ma masek, nie ma gry. Człowiek jest po prostu sobą. Z jednych wychodzi draństwo, z innych słabość, z jeszcze innych bohaterstwo.</p>
<p>Dlaczego akurat zawód reporter?</p>
<p>– Jako nastolatek chciałem zostać najemnikiem, ale mi kariera nie wyszła – na cale szczęście (śmiech). A że zawsze lubiłem pisać, wybrałem się na studia dziennikarskie. Ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, to było jak wejście na właściwy tor. Z tego rozpoczęło się wszystko inne – podróże, wojny, przygody, potem organizowanie wypraw. Jestem niezależnym reporterem, co wiąże się z tym, że nie utrzymuję się z samego pisania. Ale za to sam wybieram sobie tematy i kierunki.</p>
<p>Z kogo pan czerpie, Kapuścińskiego, Cejrowskiego, Pałkiewicza?</p>
<p>– Nie czerpię z nikogo. Odtwórstwo mnie nie interesuje, bo nie wnosi niczego nowego. Staram się stworzyć własny styl, często oddając glos w opowiadanej historii moim bohaterom. Niektórym moje reportaże mogą wydawać się kontrowersyjne – wypowiadają się ludzie mafii, zabójcy, najemnicy. A ja ich nie krytykuję, nie oceniam. To dlatego, że jestem świadkiem – nie sędzią. Chcę poznać ten świat, chcę poznać ludzi w nich żyjących – przedstawiając ich sposób myślenia. Kapuściński był mistrzem reportażu, wszyscy to wiedzą. Jako reporter newsowy w PAP nie był doceniany, jego potęgą stały się dopiero książki. Te reportaże mają wartość wieczną, będą aktualne zawsze, bo przedstawiają prawdę o człowieku. To powinno być motto każdego reportera.</p>
<p>Ma pan jakąś misję do spełnienia, czy to jedynie sposób na życie?</p>
<p>– Żyję w zgodzie ze swoimi pasjami i fascynacjami. Robię swoje, nie oglądając się na innych i staram się prostu wykonywać dobrą robotę, za cokolwiek bym się nie wziął. Człowiek ma tylko jedno życie, i od niego samego zależy, jak je wykorzysta. Wielu nie idzie za swoimi marzeniami, konformistycznie poddając się losowi. Wielu też narzeka – też chciałbym zobaczyć świat, ale nie mam pieniędzy, mówią. Łatwo znajdować usprawiedliwienia, a ciężko naprawdę coś zrobić. Jest bardzo niewiele osób, które znajdują w sobie siłę, aby robić to, co lubią. Wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam podążaniem za marzeniami, chciałem je spełniać. Dzięki temu odnalazłem swoją drogę.</p>
<p>Rozmawiali: Michał Mazik, Marcin Pastwa</p>
<p>Źródło: magazyn studencki „Radar”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-lukaszem-czeszumskim/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Media muszą być łatwo dostępne, interaktywne</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/media-musza-byc-latwo-dostepne-interaktywne/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/media-musza-byc-latwo-dostepne-interaktywne/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 22:33:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>papay13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Nowak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=22</guid>
		<description><![CDATA[O tym jak powinny wyglądać media studenckie, do czego dążą media komercyjne rozmawialiśmy z dr Pawłem Nowakiem, adiunktem w Instytucie Filologii Polskiej UMCS, badającym m.in. komunikację masową i interpersonalną oraz semantykę i pragmatykę tekstów medialnych. Proszę powiedzieć, w jakim kierunku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O tym jak powinny wyglądać media studenckie, do czego dążą media komercyjne rozmawialiśmy z dr Pawłem Nowakiem, adiunktem w Instytucie Filologii Polskiej UMCS, badającym m.in. komunikację masową i interpersonalną oraz semantykę i pragmatykę tekstów medialnych.</p>
<h2>Proszę powiedzieć, w jakim kierunku powinny się rozwijać media studenckie?</h2>
<p>Z punktu widzenia tych wszystkich koncepcji i modeli, które opracowuje się w przypadku analizy mediów, to zdecydowanie w kierunku paradygmatu technologicznego. To znaczy wykorzystywać wszystko to, co jest zdobyczą nowych mediów, ponieważ nowe media dyktują rytm życia studenckiego, pokazują, jak powinniśmy żyć i w jakim tempie. W związku z tym na pewno muszą to być media, które są łatwo dostępne, interaktywne. Jeśli chodzi o tematy, to muszą być bardzo różne. Nie można pokazać jakiejś konkretnej tematyzacji. Wydaje mi się, że media studenckie nie powinny zajmować się tylko życiem studenckim, ale też np. polityką i to niekoniecznie w jej kanonicznej formie. Powinny to być opinie wyrażane np. w formie felietonów. Przede wszystkim media studenckie powinny być publicystyczne, a nie informacyjne.</p>
<p>W mediach studenckich jest tak, że zajmują się różnymi dziedzinami życia prócz polityki. Czy to dobra strategia mediów, które tworzą ludzie wchodzący za chwilę w odpowiedzialne, też politycznie, życie?</p>
<p>Działalność w takich mediach jest też często wykorzystywana jako przetarcie szlaków do kariery politycznej. Tak jak powiedziałem, wydaje mi się, że polityka powinna być tematem pojawiającym się w mediach studenckich, tak samo jak gospodarka, kultura, sport i inne rzeczy nie tylko w wymiarze studenckim, ale i w ogólnopolskim, a polityka zwłaszcza. Nie powinny to być informacje, kategoryzacja, pokazywanie swoich poglądów, sympatii politycznych, tylko pogłębiona publicystyka poświęcona zjawiskom politycznym, czego dziś bardzo brakuje w mediach ogólnopolskich.</p>
<p>Media studenckie powinny czerpać z mediów komercyjnych?</p>
<p>Nie. Myślę, że komercjalizacja mediów ma walor infotainmentowy, rozrywkowy. Wydaje mi się, że media studenckie nie mają wystarczających środków, żeby konkurować w infotainmencie z mediami ogólnopolskimi. Natomiast mają potencjał w postaci zespołów dziennikarskich do tego, żeby kompetentnie i w sposób naprawdę mądry mówić o rzeczach, o których nie umieją mówić media komercyjne czy media ogólnopolskie.</p>
<p>Czy między mediami studenckimi a komercyjnymi jest duża luka?</p>
<p>Z tego co widzę, w mediach studenckich niepokoi mnie przekazywanie informacji w sposób bardzo rozrywkowy, zabawowy, nieodpowiedzialny, podobnie jak robią to media komercyjne. Podejmują tematy typu: „Jak się żyje w akademiku” i z tego względu nie ma między nimi dużej luki. Wszyscy się zachłystują Tomaszem Lisem, Kamilem Durczokiem czy Bogdanem Rymanowskim, który według Piotra Pacewicza nie jest dziennikarzem. On jest dziennikarzem, ale przede wszystkim jest gwiazdą. Media studenckie to nie miejsce, gdzie powinno się kreować gwiazdy. To miejsce, gdzie powinno się kreować dziennikarza rzetelnego, obiektywnego, z dobrym warsztatem, znającego się na rzeczy. Taki dziennikarz nie może raz pisać o grubości tkanki tłuszczowej, a później zajmować się analizą polityczną, nie ma ludzi od wszystkiego, powinien mieć jasno określoną specjalizację.</p>
<p>Czego, prócz polityki, brakuje Panu w mediach studenckich?</p>
<p>Może to dziwnie zabrzmi, ale brakuje mi dbałości o to, co dziennikarz mediów studenckich „wypuszcza”, żeby to było skończone, efektowne – bez błędów redakcyjnych, ortograficznych, właściwe łamanie, dobre zdjęcie. O te kwestie w mediach studenckich, gdzie terminy nie są tak bardzo napięte, warto byłoby zadbać. Po drugie nieschlebianie tylko tym studentom, którzy oczekują od mediów studenckich zabawy, czyli np. wywiad z dziekanem bez pytań „Co Pan robił w dzieciństwie?”, czy „Jak Panu było na studiach?”, tylko czym się zajmuje w swojej pracy.</p>
<p>Czy Pan, jako wymagający widz, czuje się obrażany, gdy jest notorycznie bombardowany informacjami z cyklu: Jan Rokita bity w niemieckim samolocie?</p>
<p>Media zawsze były populistyczne, a media komercyjne ten populizm wzmacniają. Jeśli weźmiemy pod uwagę poziom wykształcenia, ambicje, aspiracje Polaków, zwłaszcza tych w przedziale wiekowym od 30 do 70 lat, bo tacy ludzie właśnie oglądają telewizję, to ich oczekiwanie są właśnie takie, o jakich mówimy. Ci ludzie chcą mieć sensację, żeby mieć o czym porozmawiać z koleżanką w parku czy wymienić uwagi w autobusie. Dzieje się tak, bo ci ludzie nie mają kompetencji, żeby o czymś innym rozmawiać. W przypadku mediów studenckich można z tym walczyć. Media komercyjne nie mogą sobie na to pozwolić, bo kierują się w stronę większości, czyli w stronę ludzi bez matury, których jest w Polsce około 67% oraz w stronę 97% Polaków, którzy nie mają wyższego wykształcenia, a dziś są 60-latkami. Dlatego medium komercyjne, żeby się sprzedawało, musi kierować się w stronę większości.</p>
<p>Pana autorytet, przykład takiego dobrego, czystego dziennikarstwa to…?</p>
<p>Zadaje Pan trudne pytania (śmiech). Współcześnie coraz trudniej… Wydaje mi się, że Piotr Pacewicz jest bliski tego i nieżyjący już Ryszard Kapuściński. Według mnie inteligentne dziennikarstwo prezentuje zespół dziennikarski Programu Trzeciego Polskiego Radia, zwłaszcza Piotr Kaczkowski jako dziennikarz muzyczny. Jeśli chodzi o polityczno-społeczne dziennikarstwo to zespół „Polityki” z Janiną Paradowską i Jackiem Żakowskim. Jeśli chodzi o telewizję, mimo że zdarzają mu się czasem dziwne rzeczy, to Grzegorz Miecugow.</p>
<p>A co z celebrytami takimi jak Lis czy Durczok?</p>
<p>Tomasz Lis jest inteligentnym dziennikarzem, tylko że on tę inteligencję wykorzystuje w niewłaściwy sposób. Wpadł w komercję, robi efektowne show, w telewizji jest dobrym aktorem, a nie dziennikarzem. Mimo tego, co dzieje się w jego programach telewizyjnych, nie przeszkadzają mi jego książki, które są w porządku. Kamil Durczok? To, że jest on wysoko cenionym dziennikarzem, wynika z dużej ilości opowieści i informacji na jego temat. Jest głównie podziwiany przez pryzmat wygranej walki z rakiem, czego nie mogę powiedzieć o jego dziennikarstwie, gdyż nie przypominam sobie żadnego materiału jego autorstwa.</p>
<p>Kilka rad dla początkujących dziennikarzy…</p>
<p>Przede wszystkim nie nastawiać się na efekt komercyjny, popularność, tylko skupić się nad tym, żeby powstał wartościowy tekst, nie pisać pod odbiorcę, co jest dziś częstym zjawiskiem. Do tego zaangażowanie i rzetelność. Dziennikarz nie może być od wszystkiego, więc musi nastawić się na konkretną dziedzinę, w której chce się specjalizować.</p>
<p>Jest Pan autorem pracy naukowej pt. „Kto komu”, mówiącej o języku polityków. Jaki on jest dziś?</p>
<p>Trafił Pan w sedno sprawy. W tej chwili razem z kolegą z Bydgoszczy – Rafałem Zimnym, przygotowujemy słownik polszczyzny politycznej. Ukaże się on za mniej więcej 3-4 miesiące, nakładem wydawnictwa PWN. Z językiem polityków nie jest dobrze, media zmusiły ich do efekciarstwa, czyli, jeśli się nie przywali innemu, to media o tym nie powiedzą. A jeśli powiedzą o polityku, to zostanie on wybrany na drugą, trzecią, piątą kadencję. Język polityki jest w fatalnym stanie, jest agresywny, zachwaszczony przez okres 2005-2007, w którym agresja w polityce wzrosła na skutek kłótni pomiędzy PO i PiS. Jasne jest też, że wyraźne i mocne sądy znajdą uznanie u widzów i u dziennikarzy. W sejmie mamy 460 posłów i 90 senatorów, a znanych jest tylko kilku, dlatego że wypowiadają się ostro i zdecydowanie, reszta mówi uprzejmie i swoimi wypowiedziami nie rzuca się w oczy.</p>
<p>Co Pan sądzi o takim przedsięwzięciu jak e-studenci.pl?</p>
<p>Pomysł jest naprawdę fajny, tylko teraz jest kwestia, żeby go nie spalić, żeby poszło to właśnie w kierunku dobrego dziennikarstwa. Strona jest wykonana starannie i z troską oraz jest interaktywna, co skraca drogę tekstu zanim zostanie upubliczniony.</p>
<p>Czy do bycia dobrym dziennikarzem potrzebne są studia dziennikarskie?</p>
<p>Toczy się cały czas dyskusja na ten temat i wiele głosów jest za tym, że nie trzeba mieć takich studiów. Myślę, że warto je zacząć ze względów warsztatowych. Nie warto zaś ich zaczynać, jeśli ktoś ma zamiar nauczyć się być dziennikarzem podczas tych studiów, bo tę żyłkę trzeba mieć już wcześniej, a studia są tylko jej dopełnieniem.</p>
<p>Dziękuje za rozmowę</p>
<p>Rozmawiał: Mariusz Kosakowski</p>
<p><span style="color: #888888;">Źródło: magazyn studencki „Radar”.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/media-musza-byc-latwo-dostepne-interaktywne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Tomaszem Jastrunem</title>
		<link>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-tomaszem-jastrunem/</link>
		<comments>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-tomaszem-jastrunem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 22:16:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>papay13</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jastrun]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://pressmaniak.pl/?p=17</guid>
		<description><![CDATA[Wychowałem się w domu poetów. Pamiętam, jak ojciec ciągle pisał na maszynie, mama coś notowała, a ja stale w takiej atmosferze przebywałem. To z pewnością miało ogromny wpływ na moją twórczość, ale też trzeba pamiętać o tym, że każde dziecko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wychowałem się w domu poetów. Pamiętam, jak ojciec ciągle pisał na maszynie, mama coś notowała, a ja stale w takiej atmosferze przebywałem. To z pewnością miało ogromny wpływ na moją twórczość, ale też trzeba pamiętać o tym, że każde dziecko jest tak właściwie poetą. Wywiad z Tomaszem Jastrunem.</p>
<h3>Ma Pan na swoim koncie kilkanaście tomów wierszy, które są opublikowane nie tylko w Polsce, ale także w Niemczech, Szwecji i USA. Dlaczego zajął się Pan poezją?</h3>
<p>Tomasz Jastrun: Wychowałem się w domu poetów. Pamiętam, jak ojciec ciągle pisał na maszynie, mama coś notowała, a ja stale w takiej atmosferze przebywałem. To z pewnością miało ogromny wpływ na moją twórczość, ale też trzeba pamiętać o tym, że każde dziecko jest tak właściwie poetą. Często, jak słuchamy dzieci, to słyszymy w ich głosach niezwykłą wrażliwość poetycką. Z czasem u większości osób ona twardnieje jak kora drzewa i zanika, ale niektórzy to hodują i pielęgnują. Budler pisze, że poezja to jest dzieciństwo odnalezione, trzeba odnaleźć w sobie dziecko, żeby móc pisać wiersze, później podstawowe zdziwienie świata jest źródłem każdej sztuki.</p>
<p>W swoim tomiku „Tylko czułość idzie do nieba” pisze Pan o czułości. Czym jest więc dla Pana czułość?</p>
<p>To jest dla mnie bardzo ważna kategoria. Trudno jest zdefiniować czułość w kilku zdaniach. U źródeł czułości jest czułość do matki i dziecka, ona jest tak jakby pramatką wszystkich czułości. Ma wiele wymiarów, jest czułość matki do dziecka, dziecka do matki, kochanków, przyjaciół, ale ja też używam takiego pojęcia odnośnie do architektury i w różnych innych dziedzinach życia. To jest pojęcie, które bardziej cenię od miłości. Miłość jest bardzo silna, to jest taki krótkotrwały płomień, czasami bywa też toksyczna. U podstawy miłości jest właśnie czułość, pełen wyrozumiałości, bliskości stosunek do drugiego człowieka z dużym elementem empatii, czyli współodczuwania.</p>
<p>Najważniejsza w życiu jest czułość, a czułe i poetyckie postrzeganie to Pana znak firmowy?</p>
<p>Prawdziwa nienawiść jest zawsze na bazie miłości. Często ci, którzy się kochają, zaczynają się nienawidzić, wtedy pojawiają się rozwody, rozstania i przykre chwile. Pomiędzy nienawiścią a miłością jest cienka ścianka, ścianka z bibuły. Czułość też czasami bywa ofiarą, ale jest uczuciem bardziej stabilnym, dlatego bardziej cenię czułość od miłości, właściwie to nie ma miłości bez czułości, bo zawsze jej towarzyszy.</p>
<p>Żyjemy w XXI wieku, w świecie żądzy pieniądza i nieustannym zabieganiu. Czy społeczeństwo jest za mało czułe?</p>
<p>Mówi się, że za mało jest takiego poczucia dobra wspólnego, ale to wynika z naszych doświadczeń, z naszej historii: zaborów, okupacji hitlerowskiej, komunizmu. To wszystko nas psychicznie zmaltretowało. Elementem czułości jest współodczuwanie cierpień drugiego człowieka i wtedy wszystkie cierpienia są tak jakby naszymi cierpieniami, więc tej empatii jest nie za dużo i nie za mało. Brak poczucia dobra wspólnego wynika z tego, że ludzie cierpią, wielu ludzi ma poczucie niespełnionego, przegranego życia. Mówi się, że Polska była narodem niekochanym przez historię, to tak jak dzieci niekochane przez rodziców są ułomne psychicznie i mają problem z uczuciami, blokują uczucia, żeby nie zostać znowu odtrąconymi. Stąd też czułość jest elementem bardzo ważnym we współczesnym świecie.</p>
<p>Czy poezja, publicystyka może zmienić świat?</p>
<p>Nie sądzę, żeby sztuka mogła zmienić świat. Na sztukę wpływa świat, sztuka określa świat, nadaje jej kształty, czasami sens i barwy, ale nie ma decydującego wpływu. Na pewno jest jakiś jej udział, może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne oddziaływanie. Sztuka uszlachetnia, nadaje wyższy sens życiu, jest boskim elementem. Fakt, że tworzymy coś bardzo zdumiewającego, różni nas od świata zwierząt, tylko nie zawsze potrafimy wykorzystać te swoje możliwości.</p>
<p>Obecnie w społeczeństwie jest tendencja, żeby wszystko upraszczać. Internet, telewizja, telefony komórkowe w pewien sposób zniwelowały w ludziach poczucie powinności czytania książek. Czy Pan zdaniem istnieje jakiś złoty środek, żeby to odbudować?</p>
<p>Ogólnie spadek czytelności spadł wszędzie, ale w Polsce jakby bardziej. Wpłynęło na to kilka czynników. Książka stała ona drogim produktem, nie mamy czasu, jesteśmy bardzo zabiegani i to wszystko zabrało książce czytelników. Trudno powiedzieć, czy jest to trwała tendencja, od dziecka nabieracie umiejętności czytania na ekranie, książki są publikowane w Internecie i jest to jakiś nowy sposób przekazu informacji. Bardzo żal takiej tradycyjnej książki. Mój ojciec miał tysiące książek i to robiło ogromne wrażenie, ale z czasem ja też miałem do nich uraz, bo były zakurzone, zjadały mnie i cały dom. Właściwie już mi to minęło, bardzo lubię je kupować, kolekcjonować i czytam je z większa pasją. Kiedy pracowałem w „Twoim Stylu”, miałem rubrykę książek, które polecałem czytelnikom co miesiąc, więc musiałem być zorientowany w tym temacie. Jak się czyta książkę z myślą, żeby o niej pisać, to się czyta bardziej twórczo, to jest takie cenne czytanie. Jeden z papieży powiedział, że czytanie bez pióra jest jak sen. Mimo wszystko wierzę, że książka przetrwa. To jest tak jak z koniem, dużo ludzi jeździ samochodami, ale jednak konie jeszcze mamy. Książka to taki koń rasowy, na którym się jeździ w zagrodach.</p>
<p>Jest pan krytykiem literackim. Jak odnosi się Pan to do tego, co inni piszą o Panu?</p>
<p>Jeżeli piszą ironicznie i krytycznie to oczywiście źle się do tego odnoszę. Uważam, że dobry krytyk powinien krytykować, pokazywać słabe strony i to właśnie jest ogromnie cenne dla twórców. Można być krytykowanym, ale w sposób mądry i twórczy. Taka krytyka to jest trening, który pozwala iść w dobrą stronę. Szkoda, że to właśnie jest tak zaniedbane w tej chwili.</p>
<p>Co jest Pana inspiracją?</p>
<p>Z tym jest różnie, czasami z tego, co ktoś powiedział, czasami z tego, co usłyszałem, przeczytałem, czasami coś w środku mi tam zapuka. Osobiście nie wierzę w taką muzę, która spływa z nieba i daje klasyczne natchnienie. To jest właściwie taka torba, którą się ma. Czasami też tak bywa, że nic nie przychodzi do głowy.</p>
<p>A jakie są Pańskie ideały?</p>
<p>Ja jestem ateistą, ale wydaje mi się, że mam taki podstawowy stosunek – jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to pomogę. W jakimś sensie w podstawowych ludzkich sprawach zastosuję się do dekalogu. Moje ideały odbiegają od tych ideałów, które są obowiązujące od tysiącleci. Mam trochę bardziej luźny stosunek do erotyki i seksu, uważam, że Kościół zdenominował tę sprawę, tego nie ma w buddyzmie czy w innych religiach. W innych sprawach moralnych zgadzam się z dekalogiem.</p>
<p>Czy ma Pan jakieś przesłanie do młodych ludzi?</p>
<p>Najważniejsze to być sobą. To nie jest takie proste, bo wymaga od nas ciągłego wysiłku. Trzeba próbować się ze sobą wewnętrznie zmierzyć, robić naprawdę to, co się lubi i chce. Warto, w ramach ogromnych możliwości, jakie daje nam świat, umieć dokonać właściwego wyboru i skupić się na tym, co jest ważne. Wiem, że trudno jest czasami pozbierać myśli, tym bardziej że dookoła jest dużo bodźców, ale skupienie to taka rzecz, która pozwala naprawdę tworzyć wielkie rzeczy. Daje ono szansę realizacji życiowych celów. Trzeba umieć być tu i teraz, celebrować każdą chwilę, to jest właśnie umiejętność życia. Wszystkie błogosławione rzeczy jak telefon komórkowy, komputer, Internet, działają na nas rozpraszająco. Życie jest ułomne i trzeba wiedzieć, że jeśli ktoś umie mądrze wykorzystać to, co mamy, to właściwie świat jest dziś najwspanialszy ze wszystkich światów, lepszego nigdy nie było. Natomiast jeśli jest źle i ciągle narzekamy, to wynika to z faktu, że nie potrafimy radzić sobie z nadmiarem obowiązków, a niestety w takim świecie żyjemy.</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę.</p>
<p>Rozmawiały Małgorzata Zdulska i Barbara Przepiórka</p>
<p><span style="color: #888888;">Źródło: magazyn studencki „Radar”</span></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://pressmaniak.pl/wywiad-z-tomaszem-jastrunem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

