Wywiad z Tomaszem Jastrunem

Wychowałem się w domu poetów. Pamiętam, jak ojciec ciągle pisał na maszynie, mama coś notowała, a ja stale w takiej atmosferze przebywałem. To z pewnością miało ogromny wpływ na moją twórczość, ale też trzeba pamiętać o tym, że każde dziecko jest tak właściwie poetą. Wywiad z Tomaszem Jastrunem.

Ma Pan na swoim koncie kilkanaście tomów wierszy, które są opublikowane nie tylko w Polsce, ale także w Niemczech, Szwecji i USA. Dlaczego zajął się Pan poezją?

Tomasz Jastrun: Wychowałem się w domu poetów. Pamiętam, jak ojciec ciągle pisał na maszynie, mama coś notowała, a ja stale w takiej atmosferze przebywałem. To z pewnością miało ogromny wpływ na moją twórczość, ale też trzeba pamiętać o tym, że każde dziecko jest tak właściwie poetą. Często, jak słuchamy dzieci, to słyszymy w ich głosach niezwykłą wrażliwość poetycką. Z czasem u większości osób ona twardnieje jak kora drzewa i zanika, ale niektórzy to hodują i pielęgnują. Budler pisze, że poezja to jest dzieciństwo odnalezione, trzeba odnaleźć w sobie dziecko, żeby móc pisać wiersze, później podstawowe zdziwienie świata jest źródłem każdej sztuki.

W swoim tomiku „Tylko czułość idzie do nieba” pisze Pan o czułości. Czym jest więc dla Pana czułość?

To jest dla mnie bardzo ważna kategoria. Trudno jest zdefiniować czułość w kilku zdaniach. U źródeł czułości jest czułość do matki i dziecka, ona jest tak jakby pramatką wszystkich czułości. Ma wiele wymiarów, jest czułość matki do dziecka, dziecka do matki, kochanków, przyjaciół, ale ja też używam takiego pojęcia odnośnie do architektury i w różnych innych dziedzinach życia. To jest pojęcie, które bardziej cenię od miłości. Miłość jest bardzo silna, to jest taki krótkotrwały płomień, czasami bywa też toksyczna. U podstawy miłości jest właśnie czułość, pełen wyrozumiałości, bliskości stosunek do drugiego człowieka z dużym elementem empatii, czyli współodczuwania.

Najważniejsza w życiu jest czułość, a czułe i poetyckie postrzeganie to Pana znak firmowy?

Prawdziwa nienawiść jest zawsze na bazie miłości. Często ci, którzy się kochają, zaczynają się nienawidzić, wtedy pojawiają się rozwody, rozstania i przykre chwile. Pomiędzy nienawiścią a miłością jest cienka ścianka, ścianka z bibuły. Czułość też czasami bywa ofiarą, ale jest uczuciem bardziej stabilnym, dlatego bardziej cenię czułość od miłości, właściwie to nie ma miłości bez czułości, bo zawsze jej towarzyszy.

Żyjemy w XXI wieku, w świecie żądzy pieniądza i nieustannym zabieganiu. Czy społeczeństwo jest za mało czułe?

Mówi się, że za mało jest takiego poczucia dobra wspólnego, ale to wynika z naszych doświadczeń, z naszej historii: zaborów, okupacji hitlerowskiej, komunizmu. To wszystko nas psychicznie zmaltretowało. Elementem czułości jest współodczuwanie cierpień drugiego człowieka i wtedy wszystkie cierpienia są tak jakby naszymi cierpieniami, więc tej empatii jest nie za dużo i nie za mało. Brak poczucia dobra wspólnego wynika z tego, że ludzie cierpią, wielu ludzi ma poczucie niespełnionego, przegranego życia. Mówi się, że Polska była narodem niekochanym przez historię, to tak jak dzieci niekochane przez rodziców są ułomne psychicznie i mają problem z uczuciami, blokują uczucia, żeby nie zostać znowu odtrąconymi. Stąd też czułość jest elementem bardzo ważnym we współczesnym świecie.

Czy poezja, publicystyka może zmienić świat?

Nie sądzę, żeby sztuka mogła zmienić świat. Na sztukę wpływa świat, sztuka określa świat, nadaje jej kształty, czasami sens i barwy, ale nie ma decydującego wpływu. Na pewno jest jakiś jej udział, może mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne oddziaływanie. Sztuka uszlachetnia, nadaje wyższy sens życiu, jest boskim elementem. Fakt, że tworzymy coś bardzo zdumiewającego, różni nas od świata zwierząt, tylko nie zawsze potrafimy wykorzystać te swoje możliwości.

Obecnie w społeczeństwie jest tendencja, żeby wszystko upraszczać. Internet, telewizja, telefony komórkowe w pewien sposób zniwelowały w ludziach poczucie powinności czytania książek. Czy Pan zdaniem istnieje jakiś złoty środek, żeby to odbudować?

Ogólnie spadek czytelności spadł wszędzie, ale w Polsce jakby bardziej. Wpłynęło na to kilka czynników. Książka stała ona drogim produktem, nie mamy czasu, jesteśmy bardzo zabiegani i to wszystko zabrało książce czytelników. Trudno powiedzieć, czy jest to trwała tendencja, od dziecka nabieracie umiejętności czytania na ekranie, książki są publikowane w Internecie i jest to jakiś nowy sposób przekazu informacji. Bardzo żal takiej tradycyjnej książki. Mój ojciec miał tysiące książek i to robiło ogromne wrażenie, ale z czasem ja też miałem do nich uraz, bo były zakurzone, zjadały mnie i cały dom. Właściwie już mi to minęło, bardzo lubię je kupować, kolekcjonować i czytam je z większa pasją. Kiedy pracowałem w „Twoim Stylu”, miałem rubrykę książek, które polecałem czytelnikom co miesiąc, więc musiałem być zorientowany w tym temacie. Jak się czyta książkę z myślą, żeby o niej pisać, to się czyta bardziej twórczo, to jest takie cenne czytanie. Jeden z papieży powiedział, że czytanie bez pióra jest jak sen. Mimo wszystko wierzę, że książka przetrwa. To jest tak jak z koniem, dużo ludzi jeździ samochodami, ale jednak konie jeszcze mamy. Książka to taki koń rasowy, na którym się jeździ w zagrodach.

Jest pan krytykiem literackim. Jak odnosi się Pan to do tego, co inni piszą o Panu?

Jeżeli piszą ironicznie i krytycznie to oczywiście źle się do tego odnoszę. Uważam, że dobry krytyk powinien krytykować, pokazywać słabe strony i to właśnie jest ogromnie cenne dla twórców. Można być krytykowanym, ale w sposób mądry i twórczy. Taka krytyka to jest trening, który pozwala iść w dobrą stronę. Szkoda, że to właśnie jest tak zaniedbane w tej chwili.

Co jest Pana inspiracją?

Z tym jest różnie, czasami z tego, co ktoś powiedział, czasami z tego, co usłyszałem, przeczytałem, czasami coś w środku mi tam zapuka. Osobiście nie wierzę w taką muzę, która spływa z nieba i daje klasyczne natchnienie. To jest właściwie taka torba, którą się ma. Czasami też tak bywa, że nic nie przychodzi do głowy.

A jakie są Pańskie ideały?

Ja jestem ateistą, ale wydaje mi się, że mam taki podstawowy stosunek – jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to pomogę. W jakimś sensie w podstawowych ludzkich sprawach zastosuję się do dekalogu. Moje ideały odbiegają od tych ideałów, które są obowiązujące od tysiącleci. Mam trochę bardziej luźny stosunek do erotyki i seksu, uważam, że Kościół zdenominował tę sprawę, tego nie ma w buddyzmie czy w innych religiach. W innych sprawach moralnych zgadzam się z dekalogiem.

Czy ma Pan jakieś przesłanie do młodych ludzi?

Najważniejsze to być sobą. To nie jest takie proste, bo wymaga od nas ciągłego wysiłku. Trzeba próbować się ze sobą wewnętrznie zmierzyć, robić naprawdę to, co się lubi i chce. Warto, w ramach ogromnych możliwości, jakie daje nam świat, umieć dokonać właściwego wyboru i skupić się na tym, co jest ważne. Wiem, że trudno jest czasami pozbierać myśli, tym bardziej że dookoła jest dużo bodźców, ale skupienie to taka rzecz, która pozwala naprawdę tworzyć wielkie rzeczy. Daje ono szansę realizacji życiowych celów. Trzeba umieć być tu i teraz, celebrować każdą chwilę, to jest właśnie umiejętność życia. Wszystkie błogosławione rzeczy jak telefon komórkowy, komputer, Internet, działają na nas rozpraszająco. Życie jest ułomne i trzeba wiedzieć, że jeśli ktoś umie mądrze wykorzystać to, co mamy, to właściwie świat jest dziś najwspanialszy ze wszystkich światów, lepszego nigdy nie było. Natomiast jeśli jest źle i ciągle narzekamy, to wynika to z faktu, że nie potrafimy radzić sobie z nadmiarem obowiązków, a niestety w takim świecie żyjemy.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiały Małgorzata Zdulska i Barbara Przepiórka

Źródło: magazyn studencki „Radar”


Tags:

 

About the author

More posts by

 

0 Comments

You can be the first one to leave a comment.

Leave a Comment